Blog > Komentarze do wpisu

Złota Brazylia, bezbarwna Polska

Oglądając potyczki czterech wielkich drużyn na tych Igrzyskach, coraz bardziej odległa wydaje mi się przyszłości naszej kadry, na powtórzenie sukcesów jakich byliśmy świadkami podczas ostatniej dekady. W końcowych rozrachunkach najpierw USA z Rosją, a następnie Brazylia z Włochami, stworzyli siatkarskie przedstawienia godne spotkań o medale. Nas w tym szczególnym gronie nie było, bo mówiąc szczerze, być nie mogło. W momencie ważnego zwycięstwa nad Argentyną, spokojnie sunęliśmy dobrze znaną nam trasą, bo nie sądziliśmy jeszcze wtedy, że ekipy które tak słabo rozpoczęły ten turniej, tak mocno urosną w siłę po swoich wcześniejszych niepowodzeniach. Ślepo sądziliśmy że skoro Amerykanie mogli dostać lanie od Kanadyjczyków, raz jeszcze są do w miarę spokojnego ogrania. Spotkania ćwierćfinałowe nie ukazały jeszcze tego pokazu siły i prezentacji jak to się zwykło mówić siatkówki totalnej. Natomiast oglądając zarówno pojedynki półfinałowe jak i mecze o trzecie i o pierwsze miejsce, ujrzeliśmy grę która jest na dzień dzisiejszy dla nas niedostępna, której musimy się nauczyć od nowa, kto wie być może nawet z nowymi zawodnikami, jeśli nadal chcemy błyszczeć na świecie. Naturalnie nie odmawiam naszym chłopakom woli walki i silnej motywacji do tego aby zajść jak najwyżej. Jednak to jak grają ci którzy z powodzeniem przeszli do "czwórki", to zupełnie inny level w siatkarskim fachu. Obserwując najlepszych nie sposób było ich nie porównywać do naszej kadry. I tak w kluczowych momentach brakuje zawodników na miarę młodego Kliuki i Dmitrija Volkova wspartych doświadczeniem nieocenionego, kończącego karierę Tietuchina. Pokażcie mi reprezentanta Polski, ba nawet innego kraju, który w wieku 41 lat grałby na choć trochę zbliżonym poziomie. Używając terminologii dendrologicznej jest on swego rodzaju reprezentacyjnym soliterem, no może z wyjątkiem Sergio (40l.) z Brazylii lub Priddy'ego (38l.)z USA. Patrzymy na tych wielkich i widzimy Brazylię po lekkich turbulencjach i goniących ich Włochów i w żaden sposób gdzieś pomiędzy tymi zespołami nie można umieścić podopiecznych Antigi. Szacunek, wciąż to powtarzam dla naszych ale Bartek Kurek nigdy nie będzie miał siły i charyzmy Ivana Zaytseva lub Wallace'a. Michał Kubiak nie zaserwuje z siłą Taylora Sandera, a Grzegorz Łomacz nie kiwnie z mocą Bruno Rezende itd. To żadna nowość stwierdzić że dopiero w chwili bacznych obserwacji tych "największych", widzimy jak bardzo jesteśmy przy nich mali i jak wiele dzieliło nas od odważnych obietnic o złocie, od stanu faktycznego. Oto w wielkim finale Brazylia ogrywa Italię. Z pewnością w ostatecznym triumfie pomogą w tym jej własne "ściany" ale też w wielu momentach szalona demonstracja siły podpowiada tak naprawdę że w reprezentacyjnym świecie hierarchia nie zostaje naruszona. To Canarinhos są i nadal będą pewniakami do zagarnięcia złota za dwa lata w Bułgarii i we Włoszech, a do tego czasu z pewnością aż dwukrotnie ujrzymy ich w Final Four Ligi Światowej. Polakom brakuje świeżego paliwa. Kogoś takiego jak wspomniani Rosjanie lub właśnie Brazylijczycy w typie Luccarellego czy Maurizio Souzy. Po cichu z pewnością liczymy przedewszystkim na Wilfredo Leona, człowieka który może tchnąć nowe życie w tą nieco dziś bezbarwną kadrę, choć z obserwacji doskonale wiemy że taki Osmany Juantorema sam meczu nie wygra. Trzeba wciąż jednak wierzyć że w kraju Mistrzów Świata, odnajdziemy nie tylko możliwość importowania innych graczy ale stworzymy nowych, własnych "Bieńków" czy "Buszków".
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, danielsad

Polecane wpisy

  • Ogłoszenia duszpasterskie

    Dwa lata temu w Rio dokonali cudu po raz pierwszy. Pokonać niepokonanych i to na ich arcytrudnym terenie? Niemożliwe. A jednak. Teraz zmieniła się tylko lokaliz

  • Dwa światy

    Gdy spoglądamy na obrazki z Rzymu i porównujemy je do Kędzierzyna-Koźla sprzed tygodnia, to widzimy dwa różne światy. U nas bój o mistrza Polski, tam walka o tr

  • Z deszczu pod rynnę

    Patrząc na dokonania polskich zespołów w grupowej fazie Ligi Mistrzów w konfrontacji z włoskimi ekipami, zostajemy daleko w tyle. Na szczęście wszystkie nasze d