Blog > Komentarze do wpisu

Na żywo

Siatkówki się nie ogląda, siatkówkę się chłonie całym sobą kiedy tylko nadarza się ku temu okazja, a więc oglądać telewizyjne transmisję, a wybrać się na mecz to ogromna różnica. Można na żywo podejrzeć tych do których się aspiruje chociaż w małym procencie. Wejść dużo wcześniej na halę, zobaczyć całą rozgrzewkę tak aby nie pasjonować się samą grą ale całym przygotowaniem do niej. Jest spora szansa że z tej przed meczowej przystawki wyciągnie się jakieś nowinki, przede wszystkim personalne, dzięki którym danie główne smakować nam będzie jeszcze wyborniej. A poza tym rejestrujemy pewne zachowania, pewne schematy które później można samemu zastosować i nic nie szkodzi że od profesjonalnej ligi do własnej amatorskiej gry dzielą nas lata świetlne. Osobiście nie doskoczę przecież do poziomu Mariusza Wlazłego czy Bartka Kurka ale nie chodzi o to by podczas bloku górna taśma była na wysokości szyi czy np. klatki piersiowej jak robił to ŚP. Arek Gołaś, tylko oprócz stałych elementów często o samą kulturę gry. O to aby wchodzić we własny mecz z taką spokojną głową jak robią to zawodowcy. Nie podpalać się na samym początku gdy idzie za dobrze i nie zamartwiać się gdy pierwsze piłki są całkowitą klapą. Tak wiem że to się zawsze łatwo pisze. A wspomniane gwiazdy robią to od lat i po prostu znają się na swoim fachu. Co innego oglądać, a co innego grać samemu więc raz jeszcze podkreślam że w moim odczuciu to musi być proces tzw. małych kroków. Tu coś zobaczę, tam coś zapamiętam i może się uda zapanować nad większością nie zawsze kontrolowanych ruchów na boisku. Nie zawsze potrzebnych. Bywa też tak że podczas samego spotkania nie zawsze obserwuje się główną akcję. Spogląda się na rezerwowych, dlaczego akurat Ci, a nie inni są dzisiaj na głównym polu walki. Jak podchodzą do tego że nie grają. Czy faktycznie wszyscy cały czas są przygotowani do gry? Okazuje się że niekoniecznie. No chyba że trener wyraźnie da znak że któryś z nich za chwilę wejdzie na boisko. Wtedy zawsze widać kto się pojawi na zmianę. Wreszcie często smaczku do oglądanego spotkania dodają nam sytuację nie zawsze kontrolowane. Nie ma co ukrywać że telewizyjne transmisję nie oddają tego co dzieje się w nierzadkich zamieszaniach pod siatką. Nie życzę siatkarzom pozasportowych zachowań i awantur ale z drugiej strony to są w końcu te dodatkowe emocje gdy wynik na styku i nagle jedna akcja dzieli zwycięzców od pokonanych. Wprowadzony jakiś czas temu system Challenge mocno uspokoił ostatnio grę a mimo to iskry na boisku nadal czasami mają miejsce. Piątkowe spotkanie pomiędzy Bełchatowem i Katowicami, było używając terminologii piłkarskiej meczem do jednej bramki. Emocji jak na lekarstwo, a mimo to obraz gry widziany z siódmego rzędu dostarczył wielu ciekawych obserwacji. Może w końcówce była jakaś nadzieja przyjezdnych na odwrócenie wyniku i choć większość zgromadzonych kibicowała Skrze to ja tak po cichu liczyłem na jeszcze jednego seta. W końcu zapłaciłem za cztery partie to powinny być cztery.
niedziela, 27 listopada 2016, danielsad

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: pablo, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2016/11/28 18:45:24
Sędzia Jaskóła (Henryk Bista) - "Zapłacili za 3:0, to będzie 3:0" :-)
-
2016/12/03 11:01:26
Mecze na żywo mają swój urok. Uwielbiam moment wejścia na halę, gdy trybuny są w większości jeszcze puste, zawodnicy obu ekip dopiero co pojawili się na parkiecie i w małych grupkach rozmawiają ze sobą, a ekipa od wideoweryfikacji ustawia kamery. W czasie samego spotkania także można dużo więcej wychwycić - że butelki i ręczniki podpisane są numerkami, siatkarz A w kwadracie przez cały mecz robi pompki, siatkarz B ze wszystkiego sobie żartuje, a siatkarz C tylko krąży wokół ławki trenerskiej i czeka na moment, gdy będzie mógł wejść na boisko. Fajne jest też to, że każdy z takiego meczu może wynieść coś innego, na inne rzeczy zwrócić uwagę...
Rozpisałam się. Przepraszam! ;)
-
2016/12/04 12:45:25
To się nazywa komentarz i oto chodzi. Brakuje mi tylko przyporządkowania konkretnych nazwisk do poszczególnych liter :) A tak serio to swoim wpisem przypomniałaś mi jeszcze kwestie samej rozgrzewki w parach i fakt że zazwyczaj są to te same duety. Np. w Skrze Wlazły zawsze odbija piłkę z Winiarskim, Uriarte z Januszem (choć podobno u rozgrywaczy wspólne odbicia to normalka) Lisinac z Marcyniakiem itd. Jak sięgnę pamięcią to w dawnej Kadrze Boska i Drzyzgi takie pary stanowili np. Świderski z Murkiem lub Papke z Gruszką. Pozdrawiam :)
-
Gość: Zibi, *.dynamic.chello.pl
2016/12/21 10:53:39
Już się bałem, że tylko ja lubię przychodzić na mecz godzinę przed pierwszym gwizdkiem ;)