RSS
niedziela, 03 września 2017
W zakończonych właśnie Mistrzostwach Europy chyba wszyscy liczyliśmy na medal. Jakikolwiek. To trochę jak w totka, może być wygrana, nawet najniższy stopień miał dać satysfakcję. Niestety, w tym przypadku nie było nawet "trójki". Kilkanaście godzin po wielkim rozczarowaniu w sukurs przyszli reprezentanci Francji i Włoch. Dwóch faworytów do zgarnięcia złota dostało klapsa od dużo niżej notowanych rywali, po czym spokojnie pod halą zapalili papierosa i z uśmiechem na ustach udzielali wywiadów. Idźmy dalej. W półfinałowym pojedynku Serbia prowadziła z Niemcami w setach 2:0, a w tie-break'u 10:8. W tym momencie Nikola Grbić przerwał grę (strasznie chory przepis) prosząc o Challenge, gdyż twierdził że Niemcy dotknęli siatki. Jakież było zdziwienie gdy okazało się że w górną taśmę faktycznie wpadli... jego podopieczni. Ostatecznie Serbia przegrała wygrany mecz ale po końcowym gwizdku nie wyglądała na mocno zdruzgotanych. Po prostu, stało się. Dlaczego wspomniałem akurat o tych dwóch kwestiach? Mam dziwne wrażenie trochę nazbyt lekkiego podejścia do całej operacji Eurovolleya w Polsce w wykonaniu niektórych zespołów, w tym także naszej kadry. Ich występ wyglądał trochę jak spotkanie kolegów po latach na szkolnym trzepaku i "popykanie" sobie w siatkę bez zbędnych ceregieli. Brak odbioru, brak zagrywki, brak bloków i wybloków i w końcu brak kończących ataków. Naturalnie "momenty były" ale sami widzieliśmy że chwilowe przebłyski, nijak mają się do smutnej statystyki na tej imprezie 2:2. Wynik poniżej oczekiwań skazuje ich "na wieczne wygnanie z Reprezentacji i powołanie w całości młodej i zdolnej Kadry U-21". To ocena usłyszana podczas jednej z wielu rozmów po klęsce ze Słowenią i jak się okazuje nie jest to pierwsza taka sugestia w tym sezonie. OK, Ligę Światową wybaczyliśmy sądząc że to był nadal element przygotowań. Następnie Memoriał Wagnera nieco uspokoił naszą czujność. W końcu drugim składem pokonaliśmy po pięknej walce samych Rosjan i wyglądało to naprawdę całkiem obiecująco. No i później na dzień dobry dostaliśmy srogie lanie od Serbów. Wymęczone zwycięstwa nad Finlandią i Estonią już zwiastowały nadejście burzy no i po spotkaniu ze Słowenią nasz szkoleniowiec podobnie jak wspomniani Francuzi czy Włosi, niemal z "rogalikiem" na twarzy spokojnie wytłumaczył że zespół w budowie, że to nowa drużyna i że czasu jej potrzeba. Aż prosi się sparafrazować nieco słowa inżyniera Mamonia z kultowego "Rejsu": "Ja to proszę Pana szczególnie nie chodzę na polskie mecze, tzn. jak Polska gra. Nuda, proszę Pana... Nic się nie dzieje.. No zero akcji proszę Pana i kto za to płaci? Ja płacę, Pan płaci, Państwo płacicie". Finałowe spotkanie było kapitalnym widowiskiem i choć wszystko zgarnęli Rosjanie, to zwycięstwo nie przyszło im gładko. Można nawet powiedzieć że Niemcy byli o krok od sensacji. Minimalna porażka po tie-break'u ujmy im nie przynosi. To właśnie niezwykle rzadka sytuacja kiedy w wielkim finale przegrany może i tak się cieszyć z tego co do tej pory osiągnął.
23:40, danielsad
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 lipca 2017
Dwa lata temu w Rio dokonali cudu po raz pierwszy. Pokonać niepokonanych i to na ich arcytrudnym terenie? Niemożliwe. A jednak. Teraz zmieniła się tylko lokalizacja. Kurytyba i stadion piłkarski, który miał być wypełniony każdego wieczoru. Spapugowany nasz pomysł który do końca nie wypalił również ze względu na pogodę. Plus 10 stopni Celsjusza to trochę za mało na grę w siatkę... O statystykach kilka słów; Gdyby Wallace nie dotknął taśmy przy własnym ataku, rzecz spotykana dość rzadko wśród zawodowców, w tie-break'u Brazylia prowadziłaby już 8:4 i ciężko byłoby ją złapać na bliższy kontakt punktowy. A za chwilę akcja roku, Ervin N'Gapeth broni piłkę lub broni się przed piłką i trafia szóstkę w totka. Piłka ląduje dokładnie w narożniku gospodarzy. Fachowcy od piłki kopanej powiedzieliby: "okienko". Tak, to okienko otworzyło Francuzom szanse na więcej. Dało jasny sygnał: "Dacie radę, Brazylia już nigdy nie będzie nie do pokonania" i stało się. Po dwóch latach wróciło stare. Francja zdobyła Ligę Światową. Ilu z nas zadało sobie wówczas pytanie; Ciekawe jakby nasi złoci Juniorzy zagraliby z Trójkolorowymi? Ba, ciekawe jakby zagrali ze starą Kadrą? W końcu musieliśmy się czymś nasycić tego lata po nieudanej "światówce" i przez chwilę wróciliśmy do roku 1997, kiedy nasi ówcześni młodzi gracze sięgnęli po Mistrzostwo globu. Piękna sprawa widzieć to raz jeszcze. Nasze zaplecze kadrowe, nasz narybek w dobrym stylu potrafił podnieść się z kolan w meczu z Canarinhos i po ciężkim boju awansował do finału w którym po prostu zdetronizował przeciwnika w każdym elemencie. Kto oglądał ten wie. Wszystko wyglądało w tym finale tak, jakby już wcześniej było wyreżyserowane. Poszło gładko, lekko i przyjemnie. Skąd my to znamy? Ano znać nie możemy bo nigdy w takim stylu nie ogrywaliśmy rywali i to w finale wielkiej imprezy. Jakub Kochanowski zostaje MVP całego turnieju. Z historią u mnie nie najgorzej ale nie przypominam sobie kiedy któryś z naszych środkowych został wybrany najlepszym graczem na swojej pozycji, o "Most Valuable Player" nie wspominając. Nie mam zamiaru teraz pastwić się nad podopiecznymi de Giorgiego ale Kuba może być tym pierwszym który wprowadzi mocną zagrywkę wśród środkowych. Z archiwum X: Marcin Prus wraz z Jarosławem Stancelewskim, później Daniel Pliński a później długo, długo nic i wreszcie jest Jakub. To niby taki mały szczegół, bo o starszej kadrze moglibyśmy dyskutować godzinami o innych pozycjach ale skupiam się właśnie nad środkiem. No dobrze jest i mocno zagrywający Mateusz Bieniek i choć jest to wciąż tylko i aż agresywny flot to akurat od niego, światełko w tunelu bije coraz mocniejszym światłem. To znów sobie poczekamy na ten mix jogurtowy, na tą mieszankę młodości z rutyną. Młodości niczym nie skrępowanej, nie stresującej się pod okiem nowego szkoleniowca, tylko wciąż prącej do przodu. Rutyny, która oddech na plecach czuje już większy, która wie że teraz to już nie można tylko właściwie trzeba bo inaczej nie wypada... Zdanie, o pełnym przeniesieniu młodej kadry w miejsce starej słyszałem ostatnio nie raz. "Skoro zdobyli mistrzostwo a tamci nic to są lepsi i tyle". Nie tak szybko. Nie od razu Kraków zbudowano. Może dla starszych, ta pokazowa czeska lekcja, będzie pewnego rodzaju iskrą, której do tej pory zwyczajnie brakowało.
21:05, danielsad
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 kwietnia 2017
Gdy spoglądamy na obrazki z Rzymu i porównujemy je do Kędzierzyna-Koźla sprzed tygodnia, to widzimy dwa różne światy. U nas bój o mistrza Polski, tam walka o tron w Lidze Mistrzów. Nie oszukujmy się, w tym sezonie Europa nie była dla nas łaskawa ale co gorsza, pojedynki w Final Four jeszcze bardziej oddaliły naszą siatkówkę od Starego Kontynentu. I o ile w pierwszym półfinałowym spotkaniu Zenit Kazań, bez większych problemów pokonał niemiecki Berlin Recycling Volleys, to w drugim odcinku zagrali między sobą Włosi i to jest ten poziom wyżej w siatkarskim fachu. Poziom jak na razie dla nas nie osiągalny i już nie wspomnę o rundzie play-off. Mam na myśli całokształt w tym klubowym roku, który nie oszukujmy się, był po prostu słaby w naszym wydaniu. Dla mnie wspomniany drugi półfinałowy pojedynek, był swoistym szablonem, pokazem walki nie tylko z przeciwnikiem zza miedzy. Także z własnymi słabościami. W takich chwilach nie rozumiem siatkarskiej federacji, która nigdy nie dopuszcza do tego aby w finale Champions League, starły się ekipy z tego samego kraju. Pytam, dlaczego? Czyżby potyczka Perugii z Zenitem miała być bardziej emocjonująca? Kto widział, ten wie jak to się skończyło. Na Rosjan z Kazania nie ma mocnych. No chyba że spełnią się marzenia co niektórych i do Ligi Mistrzów ściągniemy Brazylijczyków z Sady Cruzeiro. Wracając jeszcze do pojedynku Civitanovej z Perugią, warto przeszkolić sędziów z systemu "challenge". Przypominam akcje, w której Sokołow uderzył w taki sposób że piłka odbiła się od pleców Zaytseva i wyszła w aut. Arbitrzy przyznali po powtórce piłkę gospodarzom, nie dopatrując się tym samym błędu przyjmującego Perugii. Skandal? Na szczęście była to jedna z nielicznych pomyłek, ale ciekaw jestem co by było gdyby ta akcja decydowała o końcowym wyniku przy grze np. na przewagi. W tym miejscu możemy z dumą stwierdzić że u nas taka sytuacja nie miałaby miejsca. W Rzymie w "telewizor" jak stwierdził Ireneusz Mazur, wpatrywało się czterech facetów a i tak nie było pewności o sprawiedliwej, końcowej decyzji. Z zazdrością obejrzeliśmy transmisję w której jak ulał pasuje powiedzenie które wiele lat temu opisywało ekipę Reprezentacji Niemiec w piłce nożnej. Trochę przerabiając: Wszyscy grają w siatkówkę, a na końcu i tak zwyciężają Rosjanie z Kazania. My na tym polu wyglądaliśmy trochę tak jakbyśmy byli myślami już przy tegorocznym Euro Volleyu. W zderzeniu z Europą szybko straciliśmy szansę na więcej i zrobiliśmy krok do tyłu w elitarnych rozgrywkach. Aby ten stan się nie pogarszał, musimy być konkurencyjni w sprowadzaniu nazwisk z najwyższej półki. A tu już łatwo nie będzie. Większość topowych graczy obiera kurs na Rosję i Włochy. Można powiedzieć że Niemcy również włączają się w tą grę o solidne miejsce na kontynencie. Też chcą coś skrobnąć z tego tortu i całkiem nieźle im to wychodzi. Naszym flagowym zespołem miała być oczywiście Zaksa. Jednak po odejściu de Giorgiego mam wrażenie że długo w "czwórce" się nie pojawimy. No chyba że przyznają nam kolejny raz bycie gospodarzem. Wówczas od razu zostaniemy najlepsi. W organizacji całej imprezy.
22:32, danielsad
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 marca 2017
Patrząc na dokonania polskich zespołów w grupowej fazie Ligi Mistrzów w konfrontacji z włoskimi ekipami, zostajemy daleko w tyle. Na szczęście wszystkie nasze drużyny wyszły z grupy (o Kędzierzynie za chwilę) tyle tylko że w kolejnej fazie dwie z nich, zwyczajnie wymieniły się swoimi niedawnymi rywalami. Jak doskonale wiemy w play-off nie można już przegrywać, jeśli chcemy liczyć na dalszy progres. Każda porażka, chociażby 2:3, może być stratą nie do odrobienia. Skoro Bełchatów i Rzeszów, miewali mniejsze bądź większe potknięcia z, powiedzmy to sobie szczerze, drugoligowymi uczestnikami Champions League, to czego możemy się spodziewać w następnych odsłonach tych rozgrywek? Nie ma co ukrywać, że dwumecze z włoskimi rywalami mogą być ostatnimi spotkaniami obu zespołów, w tym sezonie w Europie. Civitanova i Modena potrzebowali na zwycięstwa z Resovią i Skrą, przysłowiową "godzinę z prysznicem". Także i teraz będzie trudno pokusić się o korzystniejszy wynik. Nawet minimalne zwycięstwo nie daje szansy w dwu meczu. Huśtawkę formy polskich drużyn w Europie znamy od dawna. W zeszłym sezonie Bełchatów pokonał Kazań w jego hali 3:2, po to aby w rewanżu dostać bolesnego klapsa 0:3. Na niekorzyść naszych drużyn przemawia również fakt iż oba włoskie hegemony mierzą w tym roku w ścisły finał. Oba chcą zagrać we własnym kraju, bo jak wiemy turniej czterech, rozegrany zostanie w Rzymie. Trochę z innej pozycji startuje Zaksa Kędzierzyn-Koźle. Ekipa obecnego trenera reprezentacji Polski zwyciężyła swoją grupę bez większych problemów, pokonując m.in naszpikowanego rosyjskimi gwiazdami Dynamo Moskwa. Co więcej, na uwagę zasługuje styl w jakim kędzierzyńska ekipa pokonała Rosjan, nie dając im wiele do powiedzenia i przegrywając w dwóch spotkaniach zaledwie dwa sety. Teraz na jej drodze staje rywal o dużo większej sile. Można powiedzieć że Bielgorie Bielgorod właściwie nie ma słabych stron. Prezentuje mocno rosyjską siatkówkę, opartą na atomowych uderzeniach zarówno w ataku jak i serwisu. Co prawda przez ostatnie lata kluby "Sbornej", nie są już uważani za prezentowanie jedynie siłowych rozwiązań. Dzięki temu zmonopolizowali pierwsze miejsce w Europie już od pięciu sezonów. Szansę Zaksy upatrywałbym w umiejętnościach technicznych i tzw. mądrej głowie. Wirtuoz Toniutti, wspomagany odpowiednim przyjęciem Deroo, Zatorskiego czy Buszka będzie mógł uruchomić naszą największą nadzieję na środku siatki czyli Mateusza Bieńka. Gdyby, patrząc dotychczasowymi sukcesami, odpalił jeszcze Konarski i choć na pewien czas na bombie "zalogował" się Witczak to możemy mieć realne nadzieję na awans naszej najlepszej, jak na razie w Polsce ekipy. Zresztą tabela Plus Ligi w zupełności potwierdza ten fakt. W tym przypadku czas na dłużej zaistnieć w Europie.
18:36, danielsad
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Tagi