RSS
niedziela, 27 stycznia 2013

Chyba ostatni raz taka euforia radości jak dziś, pojawiła się w Kędzierzynie-Koźlu równo dziesięć lat temu, kiedy drużyna jeszcze jako Mostostal-Azoty zdobywała trzecie miejsce w Lidzie Mistrzów. Po wejściu do kolejnej fazy tej imprezy w tym sezonie, dopisuje sobie następny sukces, jakim jest zwycięstwo w Pucharze Polski. Kto wie czy dzisiaj nie cieszy się również nadchodzący, nowy Mistrz Polski. Choć całość rozstrzygnięć w Plus Lidze jeszcze daleko przed nami, to z taką grą, gdzie Zaksa pokonuje ostatnio najlepszych, można pokusić się o taką tezę.

Dekadę temu byliśmy świadkami tworzenia się wspaniałej historii tego klubu. Mostostal-Azoty powoli piął się do góry w europejskiej drabince. W Lidze Mistrzów zatrzymali Go dopiero Włosi. W półfinałowym pojedynku Final Four ulegliśmy drużynie Kerakoll Modena. Mimo to w meczu o trzecie miejsce nie daliśmy szans Francji i pewnie wygraliśmy z Paris Volley. Ten sukces smakował wybornie. Polska ponownie zaistniała dzięki niemu na siatkarskiej mapie Europy. Dzisiejsza Zaksa ma szanse powtórzyć to osiągnięcie. Po zdobyciu Pucharu Polski jej notowania jeszcze wzrosną. Pokonanie Jastrzębskiego i Resovii utwierdza Ją w przekonaniu że naprawdę jest silnym zespołem.

Co do samej formuły P.P. sądzę że jego wartość, oprócz oczywistego wpisywania się w historię i gratyfikacji finansowych, nieco traci na znaczeniu. Zdobywca trofeum nie otrzymuje już przepustki do Ligi Mistrzów na kolejny sezon. Jest szansa że CEV, który wprowadził te zmiany, raz jeszcze zmodyfikuje ten zapis na korzyść triumfatora.

Nie można pominąć kwestii Challenge podczas całego turnieju. Dziwi mnie że kamery Polsatu Sport widzą nierzadko więcej niż kamery sędziów, podczas spornych sytuacji. Zdarzało się dzięki temu że, poprawnie zdobyty punkt nie został zaliczony. Innym razem redaktorzy Swędrowski i Drzyzga dużo wcześniej znali finał danej akcji. Panowie z „Challenge” musieli się nieco nagłowić, drugi sędzia udał się do pierwszego i dopiero wtedy znaliśmy finał końcowej weryfikacji. Rzecz do dopracowania, podobnie jak zapis „co sprawdzamy” w powtórce. Gros sytuacji dotyczy dotknięcia piłki przez blok. Siatkarze wiedząc o tym sprawdzają czy nie było dotknięcia górnej taśmy, a wówczas (mimo iż takowego dotknięcia nie było) sędziowie sami dopatrują się czy piłka była po bloku. Nie prościej byłoby wprowadzić możliwość samego sprawdzania piłki po bloku? 

czwartek, 24 stycznia 2013

W innych meczach Playoff siatkarskiej Ligi Mistrzów nie mieliśmy właściwie żadnych niespodzianek. Na uwagę zasługuje oczywiście postawa naszego Jedynaka w dalszej fazie rozgrywek. Zaksa wraca powoli do tych swoich najlepszych lat, jeszcze za czasów Mostostalu. Kto wie, może zacznie dopisywać nową historię do sporego już przecież bagażu doświadczeń na arenie międzynarodowej.

Zenit Kazań choć po raz drugi pokonał mistrza Niemiec, to po raz drugi mieliśmy w tym spotkaniu tie-break i naprawdę niewiele brakowało Niemcom aby doprowadzić do złotego seta. Trener Mark Lebedev powiedział po meczu że "wciąż czuje jednocześnie intensywną mieszankę rozczarowania i dumy". Berlin Recycling Volleys nie oddał się Rosjanom na złotej tacy. Pokazując się z jak najlepszej strony dał jasny znak: "My tu jesteśmy, gramy najlepiej jak umiemy i z pewnością wrócimy tu za rok". Nikt już nie powie że berlińczycy są chłopcami do bicia i w zasadzie ich dobra gra w tym sezonie, to przepustka na pojawienie się na pierwszym planie, a pozostawienie z tyłu VFB Friedrichshafen - najbardziej jak do tej pory rozpoznawalnej niemieckiej drużyny w Europie. 

Mistrz Polski Resovia Rzeszów z kolei, trafiła chyba najgorzej ze wszystkich polskich zespołów w tej drabince. Szanse na awans rzeszowianie pogrzebali już w pierwszym meczu. W meczu niewykorzystanych szans i trwonienia własnej, ciężko budowanej przewagi. Koncentracja to to, czego m.in. zabrakło graczom Andrzeja Kowala. Nawet ugranie seta w Maceracie, było tylko przedłużeniem procesu którego nie można już było powstrzymać. Mistrzowie Italii okazali się za mocni. Resovia nie zna jak na razie recepty na ogrywanie włoskich potęg. Uległa w fazie grupowej innemu olbrzymowi jakim niewątpliwie jest Bre Banca Lanutti Cuneo. Ten w obecnej rundzie bez większych strat pokonał słoweński ACH Volley Lubljana.

Na deser zostawiłem sobie rywalizacje zespołu Bartka Kurka z wicemistrzem Włoch - Trentino Volley. Dynamo Moskwa łatwo oddaje trzy sety i robi to w niecałą godzinę dwadzieścia. W trzecim secie przegrywało już 7:20! Rosjanie uznali zapewne że nieopłaci się już walczyć w tym spotkaniu. Złoty set jest nieunikniony. W tym zaś dzieje się coś nieprawdopodobnego. Drużyna Jurija Czerednika doznaje tak fantastycznej metamorfozy która pcha ją ku pewnemu zwycięstwu. Decydująca partia, zgoła odmienna niż trzy poprzednie, to jakby grany na drugi dzień mecz, a nie kolejna odsłona po kilku minutach przerwy. Pisałem niedawno o wspaniałej passie Trentino, o pewnym jej udziale od blisko pięciu lat w Final Four. O trzech pierwszych miejscach i ostatnio trzecim w Europie nie sposób nie przypomnieć, a mimo to taki klub, z tak wspaniałymi aspiracjami do kolejnego sukcesu odpada z dalszej gry. Pamiętam wspaniale dopingujących fanów z Włoch podczas zeszłorocznego finału w Łodzi. Owszem, po tym jak Zenit zatrzymał włoską historię, byli zawiedzeni. Mimo to na drugi dzień pod Atlas Areną, w pobliskim piwnym namiocie bawili się od samego początku. Trzecia lokata, skoro nawet była już mocno poniżej oczekiwań podopiecznych Stojczewa była dla nich swoistym happyendem.

Pary kolejnej rundy Ligi Mistrzów zapowiadają się równie ciekawie, a może i ciekawiej niż sam ścisły finał w Nowosybirsku. Drabinka co dla niektórych okaże się okrutna; Rosjanie i Włosi wystrzelają się między sobą. Polacy i Turcy zmierzą się po raz kolejny. Tak narazie w telegraficznym skrócie.



Jeszcze wczoraj mieliśmy niepowtarzalną okazję na bratobójczy pojedynek dwóch polskich drużyn w walce o awans do decydującej fazy Ligi Mistrzów. Dziś nadal liczymy na sukces, Zaksy, która jako jedyna przebrnęła przez kwalifikacyjne sito pierwszej rundy rozgrywek playoff. Uważam jednak, że tak grający, Arkas Izmir jak wczoraj w łódzkiej Atlas Arenie, może w znacznym stopniu zweryfikować te nadzieje. Turcy dokonali niemożliwego. Jako jedyni wśród dwunastu zespołów Champions League ulegając w pierwszym meczu u siebie i skazywani na szybką porażkę w tej rywalizacji, nie poddali się i w rewanżu dowiedli że pierwsze starcie o niczym nie decyduje. W pozostałych parach każda z drużyn która przegrała pierwsze starcie, została pokonana także w drugim. Trzeba przyznać że gra Arkasu była perfekcyjnie przygotowana i właściwie przez całe spotkanie widać było że jest zespołem dużo lepszym. Swoje zwycięstwo Turcy zawdzięczają kolumbijskiej gwieździe Libermanowi Agamezowi. Choć bazuje tylko na grze w Arkasie, to z pewnością wielu reprezentacyjnych trenerów widziałoby Go u siebie w Kadrze. Atakujący, który nieprawdopodobnie trudne piłki do zbicia, potrafi zamieniać w cenne punkty, także w obronie kiedy trzeba wyciąga się jak długi. Co często jest problemem zawodników na tej pozycji Agamez potrafi wykonać siatkarskiego pada. Przy jego warunkach fizycznych (wzrost 207 cm) taka kontrola nad balansem ciała jest z pewnością sporą zaletą. Jeśli trafi na swój dzień to w konfrontacji z Rouzierem czy Witczakiem z Zaksy, będzie postacią dominującą.

Marcin Lew zastanawia się na swoim blogu czy w PGE Skrze może być jeszcze gorzej. Bełchatów zaś moim zdaniem, kończy pewien etap w swojej historii, dobitnie pokazując że ruchy transferowe zostały w tym sezonie przeprowadzone fatalnie. Nie można bazować na tej samej kadrze, w dodatku mocno uszczuplonej o jej główne filary. Niepewne ruchy z rozgrywającym Dejanem Vinciciem, odejście obrażonego Yosleidera Cali, to wszystko tworzy sporą chropowatość, jeśli nie poważne pęknięcia, na gładkiej do tej pory drużynie z Bełchatowa. Brakuje nowego oddechu na skrzydłach które obciążone i nie posiadające odpowiednich zmienników nie mają świeżości i łapią kontuzje. Nowy transfer w postaci Dante Boninfante poprawił nieco nastroje pod siatką. Tyle tylko że Włoch jest rozgrywającym, a nie tym który ma kończyć akcje. Takich w Skrze zdecydowanie brakuje. Sadziłem że zwycięstwo w Izmirze po kilku porażkach w Plus Lidze, nieco przetrze zabrudzoną twarz hegemona z Bełchatowa. Myliłem się. Mamy tendencję spadkową. Uważam jednak że w tym klubie jest jeszcze trochę czasu na odbudowę i określenie nowych celów. Do dna pozostaje niewiele, czas na wyjście w górę. Z pewnością w Bełchatowie są odpowiednie „mózgi” które biorą za przygotowanie takiej a nie innej strategii naprawdę spore pieniądze. Oby ta porażka sprawiła, że nauką na przyszłość będzie wyciągnięcie odpowiednich wniosków, a nie kolejne niepewne ruchy.



poniedziałek, 21 stycznia 2013

Już jutro w Moskwie dojdzie do rewanżowego spotkania w siatkarskiej Lidze Mistrzów pomiędzy Recycling Volleys Berlin i Zenitem Kazań – obrońcą trofeum.

Właściwie gdyby nie pierwsze sensacyjnie zakończone spotkanie w którym o mały włos gigant ze wschodu nie poniósłby porażki, nie byłoby o czym pisać. Ostatecznie Kazań wygrał 3:2 ale gracze z Niemiec dzielnie stawiali czoła do samego końca spotkania. Mieli nawet piłkę meczową! Cóż, jutro może być znów bardzo ciekawie albo zupełnie nudno.

Rosyjski prowadzący Wladimir Alekno stwierdził że w Berlinie jego drużyna zagrała bardzo trudne spotkanie. Podkreślał iż mimo zwycięstwa jego podopieczni nie mieli sił i ochoty na to żeby w ogóle skakać w tej potyczce, a jedynymi zawodnikami godnymi pochwalenia jest dwójka przyjmujących Amerykanin Matthew Anderson i Eugeniy Sivozhelez. Reszta zagrała przeciętnie.

Nie uważam że minimalna wygrana w pierwszym meczu mocno potrząsnęła rosyjskim kolosem. Wręcz przeciwnie, sądzę że takie ciężko ugrane zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej i u siebie Rosjanie mogą rozstrzygnąć wynik rywalizacji w trzech partiach. Czy tak się stanie ?

Zdaje sobie sprawę z faktu że rozgrywki krajowe rządzą się kompletne innymi prawami niż gra w pucharach ale o jednej rzeczy nie sposób nie wspomnieć. Drużyna niemiecka nie przegrała w swojej lidze od 15 spotkań! W ostatnią sobotę zwyciężyła do zera VC Dresden i jest na najlepszej drodze do obrony mistrzowskiego tytułu. Zenitowi Kazań siedzi na ogonie Lokomotiv Nowosybirsk – gospodarz tegorocznej Final Four i jeden z pretendentów do odebrania korony w Rosji.

Niemcy jeśli chcą wygrać i liczyć na szczęście w złotym secie, muszą zagrać od pierwszych piłek, z pełnym zaangażowaniem i przeglądem sytuacji. Jeden z błędów może przeistoczyć się w lawinę potknięć, a podrażniony rosyjski niedźwiedź nie będzie się długo zastanawiał nad dobiciem rywala.

21:27, danielsad
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Tagi