RSS
piątek, 24 stycznia 2014

Ostatnia drabinka przed wyjazdem do Turcji przedstawia się nie tylko szczęśliwie dla polskiej siatkówki, ale też niezwykle interesująco jeśli spojrzymy na zestaw ostatnich par ćwierćfinałowych. Oprócz rywalizacji w naszym kraju, podziwiać możemy dwa pojedynki rosyjsko-włoskie. Biełgorie Biełgorod spotka się z Trentino Volley, a Copra Piacenza gościć będzie Zenit Kazań. O ile skutkiem pierwszej pary nie były jakieś porywające pojedynki, o tyle druga para powstała po morderczej grze dwóch ekip z Italii. Wspomniana Piacenza potwierdza swoją ogromną siłę w starciu z obecnym liderem włoskiej ligi. Niesamowita wręcz wola walki w drugim spotkaniu, pozwoliła dogonić niekorzystny wynik sprzed tygodnia i wyrównać stan rywalizacji. W złotym secie, niesieni fantastycznym dopingiem gracze Luci Montiego, po raz w czwarty w tym meczu potwierdzili swoją wyższość. Robert Landy Simon po ostatnim wbitym gwoździu, utopił wzrok w jednym punkcie a następnie spojrzał pytająco na swoich kompanów, nie do końca pewny odniesienia niemałego przecież sukcesu. To zwycięstwo potwierdza regułę jak ważna jest własna hala, gdzie każdy metr boiska jest nam znany a większość z widzów to Ci którzy chcą dotrwać do szczęśliwego zakończenia. Tomasz Wójtowicz podczas telewizyjnej transmisji zaznaczył że takie spotkania wygrywa drużyna z ogromnym charakterem. Już jestem ciekaw jak będzie on widoczny w konfrontacji z rosyjskim ciężkim młotem z Kazania. To będzie z pewnością jedna z tych potyczek które przesyłają w świat jasny przekaz o nienaruszonej hierarchii w siatkarskim świecie. O dominacji ekip rosyjskich i włoskich. Fajnie że Polska od kilku lat wkracza w tą krainę, wchodzi na ten wyższy poziom. Nie można pominąć tematu włoskiej Maceraty w tej edycji LM. Osobiście trochę mi szkoda że nie ujrzę już w tym sezonie dobrej gry Bartka Kurka na pucharowej scenie. Liczyłem na Jego udział przeciwko Zenitowi, przeciwko formacji którą miał okazje poznać w zeszłym sezonie. Możemy tylko gdybać o prawdopodobnym spotkaniu polskiej drużyny gdzie po przeciwnej stronie stanąłby "Pan Monte". Lube Banca po raz kolejny odpada w walce o Europę na swoim krajowym podwórku. Rok temu to Cuneo zatrzymało rozpędzonych Zaytseva z Savanim, aby następnie znaleźć się na drugiej pozycji ścisłego finału. Teraz Alberto Giuliani musi skupić się na utrzymaniu pierwszego miejsca w Serie A. Z Piacenzą przegrał już w pierwszej fazie tych rozgrywek 2:3, dzięki czemu przewaga nad mocnym rywalem nieco stopniała. Na tym polu ma jednak większą szansę zagarnięcia wszystkiego.

czwartek, 23 stycznia 2014

Rok temu nie doczekaliśmy chwili kiedy dwa kluby z Polski, miały bić się o turniej w Omsku. Zaksa swoje zadanie wykonała wyśmienicie. Już czekała na Skrę, która ostatecznie przegrała w Atlas Arenie w złotym secie. Tym samym zakończył się pewien etap w życiu jednych i rozpoczął nowy w siatkarskim świecie, drugich. Przestano mówić o "hegemonii Skry" a Zaksa pokonując Arkas Izmir otrzymała przepustkę na Syberię. Któż by przypuszczał że następny sezon, wypuści kolejne dwa inne polskie zespoły, które będą walczyć o prawo udziału gry w finałowym odcinku, czterech najlepszych ekip w Europie. Dziś już wiemy że w Ankarze jedno miejsce przyznane zostanie drużynie z Polski. Wspaniała perspektywa o której nawet nie myśleliśmy kilka lat wcześniej, właśnie się spełniła.

Jastrzębski Węgiel i Resovia Rzeszów udowodniły że potrafią wpuścić do siebie wielką grę na poziomie europejskim. Po raz pierwszy w historii przyjdzie im się zmierzyć w pucharowej odsłonie. To nie to samo co Plus Liga czy Puchar Polski. To walka o wyjazd na imprezę w doborowym towarzystwie. Już dziś wiemy że będą to na pewno Rosjanie i Włosi. Najpierw po francuskim klubie przejechał się nasz polski walec. Lorenzo Bernardii fantastycznie przygotował drużynę na oba spotkania. Widać było że nawet nieznaczne prowadzenie punktowe Tours, nie jest w stanie złamać jastrzębian. Miało się wrażenie że mają opanowany każdy metr boiska, a ich współpraca układa się bez najmniejszego zarzutu. Gdzieś tam na trybunach, siedział nieco zamyślony Michał Łasko. Kontuzja która powstrzymała go od dalszej gry, paradoksalnie wzmocniła resztę graczy. Nie było widać ani przez chwilę, że brakuje go jako tego najważniejszego egzekutora. Na razie. Nie jest przecież powiedziane że na takim wózku dojedzie się do Turcji. W końcu na wielką grę czeka już mistrz Polski. Zespół Resovii wyeliminował silną belgijską drużynę, która nie zanotowała do tej pory porażki w fazie grupowej. Knack Roeselare to jednak nie Lube Banca, z którą Rzeszów pożegnał poprzednią edycję Ligi Mistrzów. Dziś podopieczni Andrzeja Kowala, to jednak już nie ten sam zespół. Zdecydowanie bardziej ułożony i kompletny na każdej pozycji. Przyjście Fabiana Drzyzgi, Davida Konarskiego i węgierskiego pomocnika Petera Veresa, nadało ekipie z Podkarpacia więcej kolorytu. Gra rzeszowian opiera się na różnorodnej siatkówce, do końca nieprzewidywalnej i ciekawej walce w polu. To samo jednak możemy powiedzieć o Jastrzębskim. Kto wie, czy może o ostatecznym wyniku i awansie, będzie musiał rozstrzygać złoty set. Teraz jednak cieszymy się z samego faktu że dwa czołowe polskie kluby, spotkają się w górnej części pucharowej drabinki o europejskie laury.

czwartek, 16 stycznia 2014

Dzięki ambitnej postawie wywalczyli podium dla polskiej ekipy, na Klubowych Mistrzostwach Świata. Wtedy, w sezonie 2011/2012 swój pobyt w katarskiej Dausze, zapamiętają na długo. Co prawda Skra Bełchatów, dokonała tego przed nimi dwukrotnie, ale w świat poszła wiadomość że Polska wypuściła kolejną grupę siatkarzy zdolnych do powtórzenia niemałego wyczynu na poziomie globalnym. Rok 2011 to także udział jastrzębian w turnieju finałowym Ligi Mistrzów i to w momencie mocno niesprzyjającym na siatkarskiej drodze, choć szczęśliwie zakończonym, ostatecznym utrzymaniem się w najwyższej klasie rozgrywek w kraju. Tamtego Jastrzębskiego już niema. Rewolucja kadrowa, jaka przetoczyła się przez ten ciekawy klub, zbudowała go od nowa. Dzisiejszy Jastrzębski znów zaczyna rozdawać karty na kontynencie a preludium do tego jest pewna wygrana w pierwszym spotkaniu z francuskim zespołem. Wygrana o której chyba nikt nie myślał że dokona się w tak łagodnych dla polskiego zespołu okolicznościach, gdzie poza drugim setem w zasadzie, sytuacja kontrolowana jest cały czas. Francuzi nazywani mistrzami gry w polu, zostali wyprowadzeni w owe pole bez możliwości jakiegokolwiek powrotu. Ich gra opierała się w zasadzie na jedynym wojowniku, czeskim atakującym Davidzie Konecznym (Koniecznie do zablokowania w drugim meczu). Kapitan Tour's, dzielnie znosił trudne warunki podyktowane przez polski zespół. Nierzadko wykłócał się o sporne piłki z arbitrem aż w końcu ukarany żółtą kartką, zupełnie odpuścił dalszą walkę, zresztą w tym momencie było już za późno na jakiś zryw. Jastrzębski nie tylko wygrywa mecz. Jego ogromną siłą jest to że potrafii się odnaleźć na boisku po wyrwie spowodowanej brakiem Michała Łaski i późniejszą absencją młodego Mateusza Malinowskiego, co w efekcie daje brak rasowego atakera. Jego miejsce zajmuje drugi z rozgrywających, francuz Nicola'e Marechal, któremu nie obca jest jak widać praca na skrzydłach a którego, co jest jego sporym atutem, ciężko odgadnąć co zagra. Łamigłówka dla przeciwnika - gwarantowana. Kolejną ciekawostką jest gra Michała Masnego z Michałem Kubiakiem, nadająca nowy sens opowiadaniu: "Tańcowały dwa Michały..." Porozumienie obu graczy daje możliwość zagrania zarówno do skrzydła jak i na krótką. Nasz utalentowany reprezentant kraju, do solidnej gry przyjmującego, dokłada wysokie umiejętności jako środkowy. Cóż, zawsze coś tam zostaje z tej siatkówki plażowej... Tak więc po pierwszym etapie, nie wybiegając zbyt daleko w przyszłość, możemy nieco optymistycznie podchodzić do spotkań rewanżowych obu naszych zespołów. Walka pomiędzy nimi o finałową czwórkę, byłaby słodyczą jakiej jeszcze nie było dane nam skosztować.

środa, 15 stycznia 2014

Gra Resovii nabrała odpowiednich barw dopiero w drugiej partii. O premierowej odsłonie zapominać raczej nie wypada. W końcu to dzięki niej, należało zaczynać raz jeszcze tę konfrontację aby pokazać sporą dawkę osobistych doświadczeń o potężnej intensywności. Później było już tylko lepiej. Poszczególne elementy wykonywane z chirurgiczną precyzją, sprawiły że cztery i pół tysiąca spragnionych zwycięstwa kibiców, nie zawiodło się na swoim zespole. To właśnie zadecydowało o końcowym zwycięstwie. Nie ma co ukrywać że praca domowa pt. Faza Playoff LM, została wstępnie odrobiona. Po drugiej stronie siatki zjawia się drużyna która po cichu cieszy się że to Rzeszów jest jej pierwszym oponentem. Niestety nadal jesteśmy tak odbierani w tej części układanki pucharowej (podobne odczucia ma ekipa Tours przed potyczką z Jastrzębskim) a polski klub swoją grą zaciera obraz drużyny spoczywającej na laurach po zdobytym awansie. Drużyny którą cieszy awans do najlepszej dwunastki ale jeszcze większą radość przyniesie jej wejście na następny poziom. Spotkania takie jak to sprawiają że grający kolektyw nabiera pewności. Elementem decydującym był niewątpliwie kontratak. Jeden obrazek wyciągnięty z trzeciej partii, na długo zapisze się w pamięci. Drużyna przegrywa 3:7, po to aby na pierwszą przerwę techniczną schodzić z jednopunktową przewagą. Profesjonalne podejście do tematu. Popis żywiołowości i inwencji z niewielką domieszką chaosu był wizytówką najlepiej punktującego Asseco, Aleha Akhrema. Jego zdobyte dwadzieścia jeden punktów to o całe trzy mniej od Hendrika Turelinckx'a z Roeselare. Belgijski atakujący najbardziej utrwalił się głowie graczy z Rzeszowa. Jeden krok do osiągnięcia celu już został dokonany ale prawdziwa walka dopiero przed nami bo pierwsza porażka Belgów w tej edycji LM może wpłynąć nań mobilizująco.

 
1 , 2
Tagi