RSS
piątek, 20 lutego 2015

Nadwątlony arsenał rosyjskich ekip, które straciły właśnie swojego głównego potentata do zdobycia Europy, a także obrony tytułu sprzed roku, jeszcze bardziej ubarwił drugą rundę Ligi Mistrzów. Halkbank Ankara przeciągnął swój triumf aż do złotego seta, ale za to w nim królował już bezdyskusyjnie. To też znany wszystkim rewanż sprzed roku, w którym Turcy musieli uznać w finale wyższość graczy Sir Szipulina. To także w znacznym stopniu sukces pozyskanych do Turcji Michała Kubiaka i Marcina Możdżonka. Zwróćcie uwagę na fakt że nasi gracze są stopniowo wyłuskiwani przez bogatych włodarzy klubów które mają wygrywać tu i teraz. Halbank miał być zespołem stworzonym na zdobycie kontynentu już w poprzedniej edycji. Dzisiaj wcale nie są bliżej do uzyskania ambitnego celu. Na polu walki pozostały jeszcze Zenit Kazań i Lokomotiv Nowosybirsk. Oba znają smak zwycięstwa w Champions League. Ten pierwszy mierzyć się będzie ze wspomnianą Ankarą. Drugi z nich przyjedzie do Rzeszowa. Rzeszowa który w dobrym stylu odprawił buńczucznych Niemców z Frierdrishafen ale Lokomotiv to zupełnie inny poziom w siatkarskim świecie. Mocny i nieobliczalny w każdej chwili. Trzecią parę utworzyły Skra Bełchatów i wicemistrz Włoch-Sir Safety Perugia. Bełchatowianie dokończyli dobrze rozpoczętą pracę we Włoszech i w Łodzi potwierdzili swoją wyższość. Sukces nie byle jaki. W końcu nie co dzień pozostawia się za burtą mistrza Italii z wieloma gwiazdami w składzie. W tym naszego Bartka Kurka, który niezłą grą, udowadnia zasadność pobytu w Lube Treji. Już wiemy że kroczenie po wojennej ścieżce ani jemu ani Stephanowi Antidze na dobre raczej nie wyjdzie. Rację ma nowy prezes PZPS Paweł Papkę który trafnie zauważył że tak jak reprezentacja potrzebuje Bartka, tak samo on potrzebuje jej. Transakcja całkowicie wymienna. Na razie, pozostając przy temacie mocno klubowym, mamy w szóstce najlepszych drużyn w Europie dwa kluby, tyle co twardzi Rosjanie. Ten scenariusz nie mógł się lepiej ułożyć. Resovia ze Skrą wracają na lokalne rozgrywki aby powalczyć między sobą w Plus lidze o pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej. Cała hala na Podpromiu, w sobotnie popołudnie pachnieć będzie europejskim sukcesem. Oto oni, Ci którzy pobili dwie wielkie firmy. Z drugiej strony dobrze wiemy, że aby mocniej zaistnieć w nowej roli, potrzebne są kolejne zwycięstwa. Kto wie może niedługo powtórkę z soboty będziemy mieli również w wymiarze pucharowym, a dokładnie w półfinale Ligi Mistrzów.

niedziela, 15 lutego 2015

Trudno mówić o wyrównanym spotkaniu, skoro mistrz Polski nie daje zaczerpnąć powietrza mistrzowi Włoch i na jego terenie leje do zera ekipę od kilku już lat aspirującą do finałowej czwórki, a kończącą przygodę z Champions League gdzieś za fazą grupową. Lube Treia nie tylko z nazwy jest dzisiaj innym klubem. To nie Lube Banca Macerata z szalejącym Ivanem Zaytsevem któremu perfekcyjne piłki rozgrywał kolejny nieobecny Dragan Travica i choć podopieczni Giulianiego są nadal w czołówce Serie A (obecnie trzecia pozycja) to mam wrażenie że w tym sezonie nastąpi zmiana na ścisłym podium włoskiej ekstraklasy. Czy to znaczy że Skra Bełchatów już wywalczyła awans do najlepszej szóstki w Europie? Absolutnie nie. Nasza narodowa skłonność do ozłacania rodzimych klubów po pierwszych spotkaniach playoff, stała się już swoistą tradycją. Dodatkowo podszyci zdobyciem mistrzostwa świata, czujemy że za chwilę sięgniemy również siatkarskiego nieba w klubowym wydaniu. Nie zapominajmy więc że w narodowym Edenie jakim z pewnością jest łódzka Atlas Arena, trzeba będzie pokonać czujnego włoskiego gracza. Ponadto ekipa Miguela Falasci po raz pierwszy mierzyć się będzie w tak wybornej atmosferze, na tym poziomie europejskich pucharów. Chyba nikt niema wątpliwości że walka z Resovią przy również pełnych trybunach to była zupełnie inna bajka. Pamiętajmy że nie wystarczy ugrać dwóch setów. Jeśli chcemy być najlepsi należałoby raz jeszcze powtórzyć wynik z pierwszego meczu. Dwukrotne pokonanie Lube będzie dopiero pełnym sukcesem.

Drugi z naszych eksportowych zespołów również nie zawiódł, wywożąc z Niemiec cenne zwycięstwo. Były klub Lukasa Tichacka i Johena Schopsa, odsłonił jednak szereg błędów wśród wicemistrzów Polski. Na Podpromiu gracze Andrzeja Kowala muszą pamiętać o wciąż uciekającej im koncentracji podczas spotkania. 17 punktów Adriana Gontariu i jego ataki na czystej siatce, muszą być elementem na który należałoby zwrócić szczególną uwagę. Tym bardziej że doskonale znamy przecież zespół Resovii również w roli walczaków, którzy w najmniej spodziewanym momencie odwracają losy meczu, tak jak to było we Friedrieshafen.

Rzeszów z Bełchatowem spotkają się w decydującym spotkaniu o pierwsze miejsce w krajowej batalii po rundzie zasadniczej, już po swoich europejskich występach. Jeśli przejdą do dalszej rundy, będziemy mieć kolejne el classico z niemałym pucharowym sukcesem w tle.

Jastrzębski Węgiel popsuł nam nieco, ciekawie zapowiadającą się statystykę. Czy przegrana w tie-breaku będzie miała wpływ na to co czeka nas w Perugii? Szanse nadal są, wystarczy przypomnieć sobie premierową odsłonę z pierwszego pojedynku i kończyć własne akcje. Jastrzębianie świeżo po porażce w Gdańsku w ligowej układance, muszą ponownie przestawić się na międzynarodowe tory. Oby przypominali ten zespół z zeszłego roku, zadziorny i nieustępliwy choć jak pamiętamy unikający włoskich teamów na swojej drodze. No cóż, nadal mamy możliwość konfrontacji dwóch polskich ekip o decydujące miejsce w Final Four.

 

Tagi