RSS
czwartek, 18 lutego 2016
Czy faktycznie liczyliśmy na coś więcej w spotkaniu naszego polskiego "Kopciuszka" gdy przyszło mu się zmierzyć, jak to się już utarło z "siatkarską Barceloną" ? Odpowiem słowami Mariusza Czajki ze znanej wszystkim polskiej komedii: "Nie wydaje mi się". Pamiętajmy o tym że Gdańsk dopiero co zapukał do wrót siatkarskiej elity na kontynencie, a już chcemy go widzieć jak ogrywa trzykrotnego zdobywcę Ligi Mistrzów. Nawet jeśli spojrzymy nieco wstecz i przypomnimy sobie jak waleczni byli podopieczni Anastasiego podczas drugiej potyczki z Modeną, to jednak trzeba przyznać że był to grupowy pojedynek, po którym wiadomo było że obie ekipy i tak meldują się w kolejnej fazie rozgrywek. Nie chcę absolutnie umniejszać dotychczasowych zasług Trefla. Samo wyjście z grupy, jest przecież ogromnym sukcesem. Ponadto wspaniała walka z włoskim kolekcjonerem światowych gwiazd, rozbudziła z pewnością apetyty na więcej. Gdy jednak na drodze staje kosmiczny Zenit, ciężko jest od razu gotować się na jakikolwiek sukces, nawet jeśli miałoby to być tylko minimalne zwycięstwo po tie-break'u i to tylko w jednym meczu. Na tym etapie uwidaczniają się konkretne różnice w obydwu zespołach. Ich miejsca w europejskiej hierarchii. Powiedzmy sobie jasno, że Gdańsk dopiero zaczyna budować swoją historię i oby to była podobna opowieść do tej jaką mieliśmy okazje poznać obserwując Bełchatów czy Rzeszów, a wcześniej Kędzierzyn czy Jastrzębie. Na to jak wiemy potrzeba trochę czasu. Mnie osobiście podoba się to że zespół z wybrzeża jako kolejny polski klub "podejmuje rękawice" i z czasem będzie chciał przemienić się z nieznanego szerszej publice nowicjusza, w wytrawnego gracza liczącego się w dalszych pucharowych poziomach.
22:04, danielsad
Link Komentarze (3) »
niedziela, 07 lutego 2016
A gdyby tak Katowice i Spała pokonały swoich dużo mocniejszych rywali? Gdyby Bełchatów z Rzeszowem odpuścili walkę o krajowy puchar, mając na względzie równoległą grę w dwóch ligach? Mielibyśmy w finale jedną ekipę z niższej klasy rozgrywkowej... Okazuje się jednak że ten turniej nadal cieszy się sporym zainteresowaniem wszystkich jego uczestników i nikt nie zamierzał traktować go ulgowo. Zwłaszcza drugi półfinałowy pojedynek, elektryzujący klasyk, który był swoistym preludium do środowego szlagieru. Mistrz Polski przegrywa ze swoim odwiecznym rywalem. Do hali na Podpromiu Skra przyjedzie podbudowana tym cennym zwycięstwem, zwłaszcza że w pierwszej kolejce rundy zasadniczej musiała uznać wyższość ekipy Andrzeja Kowala. To jak się później okazało nie były jeszcze największe emocje w tej imprezie. Sam finał, mógł skończyć się już po czterech partiach i pewnym zwycięstwie zawodników z Kędzierzyna. Mieli absolutnie wszystko aby wygrać z ciężko poruszającą się bełchatowską maszyną. Wtedy jednak ten mecz rozpoczął się od nowa. Mieliśmy niesamowitą dramaturgię i poziom którego z pewnością nie powstydziłaby się włoska lub rosyjska ekstraklasa. Kilkanaście akcji po obu stronach można oglądać bez końca. Zwłaszcza ktoś kto sam gra w siatkówkę, chciałby przenieść kilka obrazków z tego finału i zastosować we własnym Menu. Osobiście podziwiam oba zespoły i fakt że w decydujących momentach nikomu nie zadrżała ręka. Odporność psychiczna, w takich chwilach to ogromna broń ale przecież zdobywa się ją latami. Ma się wrażenie że przy tak dużym ładunku energetycznym i emocjonalnym, nierzadko na styku punktowym decydującym o ostatecznym wyniku, wypracowanie danej akcji kosztuje bardzo wiele. Ryszard Bosek stwierdził kiedyś "Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz". Dzisiejszy dobitnie pokazał, że czasem nie chodzi nawet o całe spotkanie ale o jedną akcję. Facundo Conte, przy "match ball'u" dla rywali, zaatakował z piłki sytuacyjnej, z trudem wystawionej przez Uriarte i wyrównał stan w tie-breaku. Gdyby się wtedy spalił byłoby po wszystkim, a on sam nie zostałby najlepszym przyjmującym turnieju. Podobnie z drugiej strony. Cały czas świetnie grał przecież Sam Deroo i podobnie jak Argentyńczyk dostał piłkę na przełamanie wyniku. Spudłował i choć to on był w przekroju całego turnieju pewnie ciut lepszy, został z niczym. Skra zdobyła puchar po ciężkiej i wyniszczającej walce. Kto wie czy nie wyniszczającej w sensie dosłownym (Mariusz Wlazły), a tu w środę mecz o być albo nie być w finale mistrzostw Polski. Kolejna potyczka na trasie piekło - niebo.
Tagi