RSS
piątek, 29 listopada 2013

Nowy wygląd Ligi Światowej 2014, który wstępnie przedstawił wczoraj Mirosław Przedpełski jest dla mnie kiepską alternatywą do tego co było. Projekt ten przewiduje powstanie trzech tzw. dywizji: 1.Elita 2.Średniaki 3.Pretendenci. Polska znajdując się w samej śmietance, praktycznie pozbawia się szans na awans do włoskiego finału "sześciu". Już wiemy że rywalizować będziemy z najlepszymi. Wiemy też że nie wystarczy ugrać coś w tie-break'u aby wszyscy byli szczęśliwi. W prezentowanej formie potrzebne są zwycięstwa, najlepiej do zera i to po kilka razy (w ramach jednego weekendu odbędą się po dwa mecze pomiędzy tymi samymi zespołami). Skoro znamy już naszych przeciwników z tzw. elity czyli Brazylia, Rosja, Włochy, Bułgaria, USA, Serbia i wiemy że wg nowej receptury dalej przechodzą dwa najlepsze zespoły plus gospodarz, to na dziś dzień możemy z nieskrępowaną pewnością powiedzieć że w Italii zagrają trzy pierwsze wymienione zespoły. Polska od czasu udziału w Sofii w 2011 roku długo poczeka na swoją szansę. Przez ten czas będziemy zbierali doświadczenie i lekcje od najlepszych. Nie jestem oczywiście za tym aby dostać w grupie "chłopców do bicia" i jechać na finały bez większej walki w eliminacjach. Uważam jednak że pewne wymieszanie zespołów silnych ze słabymi, daje szanse tym drugim aby mogli się najzwyczajniej wykazać w walce z dużo bardziej utytułowanym przeciwnikiem, a nie od samego startu pokazywanie że ich miejsce znajduję się w drugiej lub trzeciej lidze i do ekstraklasy im jeszcze daleko. Nowy pomysł to nic innego jak wyciąganie tych najlepszych jeszcze do góry i tłamszenie słabeuszy bardziej w dół. Podział który jest od początku niesprawiedliwy. Zastanawiam się jeszcze nad tym, od kiedy to Polacy należą do siatkarskiej "elity". Na jakich warunkach można tam trafić? Czy należy zwyciężyć w Lidze Światowej i już jest się na górze? Dla mnie Polska w siatkówce to taki mocny średniak a nie ktoś z najwyższej światowej półki. Potrafimy walczyć z najlepszymi ale to nie jest powód do tego aby znaleźć się tak doborowym towarzystwie. Im szybciej to zrozumiemy tym lepiej. Zwłaszcza w kontekście Mistrzostw Świata.

17:19, danielsad
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 listopada 2013

Jeśli ktoś przespał dwie pierwsze partie z pojedynku w Pucharze Wielkich Mistrzów pomiędzy Brazylią a Rosją, to w zasadzie nic wielkiego nie stracił. Miała być potężna dawka siatkówki z najwyższej światowej półki a skończyć się mogło na dość krótkim spotkaniu. Nie wchodzę głębiej w tabele i układ punktowy pomiędzy odwiecznymi rywalami na tym turnieju (system każdy z każdym). Skupiam się na samym pojedynku, na obserwacji tej najlepszej grupy zawodników którzy za każdym razem są w stanie stworzyć wyśmienite dwie godziny siatkarskiego teatru. Każda z nich doskonale wie że z chwilą pierwszego gwizdka, nieistotne jest to czy wygra się całą imprezę. Liczy się tu i teraz. Końcowy wynik idzie w świat a zwycięzca ma ogromną satysfakcję z pokonania mocnego oponenta. Tak więc przy prowadzeniu 2:0 dla Canarinhos nic nie zapowiadało że ten spektakl się przedłuży. Co więcej, to właśnie Brazylijczycy, którzy otrzymywali ostatnio regularne cięgi od naszych wschodnich sąsiadów, spokojnie prowadzili swoją grę. Rosja przebudzi się na sam koniec drugiej partii. Trochę szczęśliwie zaczną jej wychodzić decydujące zagrywki a w kolejnej czwartej partii, odskoczy na klika punktów tak aby wszystko decydowało się w piątej odsłonie. Scenariusz rodem z Igrzysk Olimpijskich powtórzył się nam w Japonii. Stara siatkarska zasada o tym kto nie wygrywa meczu 2:0 ten zostaje pokonany 2:3, staje się zmorą dla graczy z Ameryki Południowej. Oni pewnie i tak wygrają ten turniej ale nadal nie znajdują recepty na to jak wygrywać z mocniejszą od siebie Rosją.

10:44, danielsad
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 listopada 2013

Jeśli chodzi o transmisję spotkań siatkarskich to jestem w zasadzie zwierzęciem wszystkożernym. Kobiety, mężczyźni, niema różnicy, ważne że ktoś tam gra. Czasami te mecze ogląda się ot tak po prostu, bez emocji. Bez względu na wynik toczy się mecz, akcja za akcją, punkt za punktem, set za setem. Są jednak spotkania na które się wyczekuje i które ogląda się niemal na stojąco. Do takich z pewnością należy rywalizacja między Bełchatowem a Rzeszowem, która systematycznie, niemal do granic możliwości, upycha kibiców w obu halach. Tak na marginesie, gdyby sięgnąć kilkanaście lat wstecz i przypomnieć sobie podobne emocje w Kędzierzynie i Częstochowie to ujrzymy obrazki na których widać fanów stojących tuż za serwującymi zawodnikami. Byli jeszcze bliżej swoich graczy.

PGE Skra Bełchatów potwierdza fakt iż powoli wstaje z kolan. Rewolucja w drużynie zaczyna przynosić efekty. Pokonanie mistrza Polski we własnej hali sprawia że już nikt nie pamięta o zeszło tygodniowej wpadce w Radomiu. Zgodnie z powiedzeniem Ryszarda Boska: "Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz". Skrze potrzebna była przede wszystkim zmiana trenera. Panowie Nawrocki i Bartodziejski wypalili się na swoich stołkach. Przez te ładnych parę lat zdobyli wystarczająco dużo dla Bełchatowa ale silna osobowość jaką jest Miguel Falasca robi tą znaczną różnicę. Naturalnie na głębsze oceny przyjdzie jeszcze czas po rundzie zasadniczej ale choćby minimalne pokonanie Resovii jest bezcennym zwycięstwem które z pewnością sprawia że każdy bełchatowianin jest przez chwilę o te pół metra wyższy.

Nie można pominąć zasadniczego faktu że najlepszym zawodnikiem sobotniego spotkania był trener naszej narodowej Kadry. Prawdopodobnie tak grającego Antigę, oglądamy już ostatni sezon. Stephan daje jasny sygnał dla nowo powoływanych zawodników. Wystarczy grać z takim poświęceniem jak On. Dysponować podobną techniką i zaangażowaniem w każdą akcję. To wystarczy aby znaleźć się kręgu Jego zainteresowania. To też może być pewnego rodzaju argument dla przeciwników francuza jako trenera. On już teraz prowadzi Reprezentacje. Trudno o lepszy przykład na to jak grać. Z całym szacunkiem dla naszych przyjmujących, ciężko znaleźć takiego który zbliży się poziomem do Antigi i nie mówię tutaj tylko o czysto siatkarskich umiejętnościach.

Tagi