RSS
niedziela, 30 listopada 2014

Jest rok 2002. Do hali w Bełchatowie przy ulicy Czaplinieckiej, przyjeżdża na mecz z EKS-em Skrą Bełchatów ówczesny mistrz Polski Mostostal Kędzierzyn-Koźle. Wspomniany obiekt ma trzy sektory. Na każdym starannie wypielęgnowany parkiet. Skoro jest to mecz Polskiej Ligi Siatkówki, spotkanie zostanie rozegrane na sektorze A. Kibice siedzą tam na drewnianych skrzyniach w taki sposób że oparciem są plecy siedzących na wyższych rzędach. Ci na samej górze, muszą więc uważać aby nie spaść w dół. Cztery rzędy skrzyń mogą pomieścić jakieś dwieście osób.

To niemal już historyczne wydarzenie, przytaczam w dniu kiedy po dwunastu latach aktualny mistrz kraju gościć będzie wicemistrza, w walce o punkty w ligowej karuzeli. Miejsce rozgrywania spotkania ma być kolejnym krokiem jaki wykonujemy do promowania siatkówki. O Atlas Arenie pisać w zasadzie nie trzeba. Po pokonaniu w niej najsilniejszych ekip świata, w naszej imprezie o zdobycie siatkarskiego globu, stała się obiektem niemal magicznym. To w niej byliśmy o krok od końca pięknego snu (Iran), to również w niej pojawiła się drobna niepewność po meczu z USA, ale na szczęście chwilę później jak to się zwykło mawiać "odleciała" w euforii po spotkaniach z Rosją i Brazylią. Zapamiętamy również z niej finał Ligi Mistrzów z roku 2012, kiedy to dzisiejszy, klubowy gospodarz był dwie piłki od zdobycia Europy.

Nasze krajowe podwórko dojrzało już do takich rozmiarów że obecnie dwie najlepsze ekipy przywita dziś komplet publiczności. Zwróćcie uwagę na jeszcze jedną rzecz. O co zagrają zespoły z Bełchatowa i Rzeszowa? O kolejne trzy punkty. Tylko i aż. Drużyna która wygra uplasuje się na pierwszym miejscu w rundzie zasadniczej, która wciąż trwa. Ten mecz w zasadzie o niczym nie przesądza, nie decyduje o "być albo nie być" a mimo to pomysł wykorzystania do tego celu Atlas Areny jest swoistym strzałem w dziesiątkę. Włodarze klubu z Bełchatowa już dawno przekalkulowali sytuację. Wiedzieli że korzystając z terminologii piłkarskiej, nasze krajowe El clasico musi mieć odpowiednią oprawę. W końcu jest to też okazja aby na żywo obejrzeć dziewięciu naszych złotych medalistów. Z pewnością ten pomysł to ogromna korzyść dla całej polskiej siatkówki ale przede wszystkim dla trzynastu tysięcy par oczu którzy zasiądą do niedzielnego klasyku.

sobota, 01 listopada 2014

Po przyznaniu nam organizacji Mistrzostw Europy w 2017 roku, Przegląd Sportowy zastanawia się kto z obecnych polskich atakujących będzie w stanie zastąpić na tej pozycji, niezastąpionego Mariusza Wlazłego. Moim skromnym zdaniem, w obecnej sytuacji niema nikogo kto mógłby choć zbliżyć się do niebotycznego poziomu jednego z najlepszych siatkarzy na świecie. Bujać w obłokach nie będziemy jednak bez końca. Fenomen Wlazłego okazał się bardzo wieloznaczny, a zarazem mocno skomplikowany na przełomie dekady, mimo to nieustanne wynoszenie sportowca na piedestały nie przyniesie nam nowego zawodnika na tą pozycję. Należy też pamiętać że każdy następny kandydat w kadrze Antigi, będzie niczym produkt Wlazło podobny. Drugiego Mariusza długo nie stworzymy. Nie umniejszam tym samym możliwości następców słynnego mistrza. Oni i tak wiedzą że doskoczyć do takiego siatkarskiego kunsztu nie będzie łatwo. To oczywiście nie oznacza że narybek atakujących, który posiadamy obecnie w kraju niema szans aby za niespełna trzy lata powalczyć o wysokie pozycje w Euro. Teraz jest czas na to aby sprawdzić naprawdę wielu dobrze zapowiadających się siatkarzy. Do wspomnianych w artykule Konarskiego, Bołądzia, Muzaja czy Boćka (kolejność przypadkowa) dodałbym jeszcze przetransferowanego z pierwszej ligi do ekstraklasy Damiana Schulza (Gdańsk) i Michała Filipa (Warszawa). Wiem że dzisiaj nie są jeszcze tak znanymi osobistościami ale potrafią w niektórych spotkaniach pojawić się na pierwszym planie i powolutku być dostrzegalnym przez francuski duet. Osobę Bartka Kurka i jego ewentualny powrót do kadry zostawiłem sobie na deser. Sam przyjmujący który po głośnym odpadnięciu ze składu, pewnie nie raz pomyślał że nasz selekcjoner i tak jeszcze się do niego uśmiechnie. Sądził zapewne że będzie to jednak na skutek słabego występu kadry na M.Ś. a nie odejściu z Reprezentacji kluczowych postaci. Tak czy siak jego notowania znowu mogą urosnąć. Pytanie tylko czy tak jak Zbigniew Bartman kilka lat temu, będzie chciał zamienić przyjęcie na "bombę". Odnoszę wrażenie że ten konflikt może niestety przypominać ten na linii Anastasi - Wlazły, co jak wiemy niekorzystnie skończyło się dla tego pierwszego. Po raz kolejny cieszę się że w tych wyborach Antiga nie będzie sam. Doświadczenie Philipe'a Blaina może okazać się kluczowe. Gdzieś tam patrzymy ponownie w historię. Stephan porównywany jest do Huberta Wagnera, który wziął Reprezentację jako świeży, były zawodnik i stworzył z niej mistrzów. Chcemy aby ta analogia nadal trwała. W 2016 roku odbędą się Igrzyska Olimpijskie w Rio.  

Tagi