RSS
poniedziałek, 30 listopada 2015
Z Plus ligowego podwórka wyciągam na tapetę wczorajszy odcinek pomiędzy mistrzem Polski, a ekipą jeszcze kilka lat temu nie znaną w siatkarskiej ekstraklasie. Dla "pasiaków" miała to być miła, lekka i szybka wieczorna gierka, a skończyło się na jednopunktowej zdobyczy i w efekcie stracie ważnych dwóch oczek w ligowej tabeli. Jak ważne są nawet poszczególne sety w tym sezonie, nikomu tłumaczyć nie trzeba. Zrekonstruowanie harmonogramu rozgrywek, celem podporządkowania go pod Igrzyska Olimpijskie staje się zmorą wielu ekip. Jednak dla nas, widzów, oglądanie potyczek mocniejszych ze słabszymi nabiera nowych kolorów już na początku sezonu. Najlepszym zawodnikiem wczorajszego spotkania wybrany został Markus Boheme, środkowy z Cuprum. Dla mnie najbardziej wartościowym graczem był Bartek Kurek, który sam zdobył 38 punktów, liczbę nieosiągalną dla przeciętnego siatkarza na tej pozycji, w przeciągu jednego spotkania. Lukas Tichacek dość szybko zorientował się że Bartek jest w zasadzie jedynym w rzeszowskiej ekipie graczem, zdolnym do gry na równi, z niezwykle silnym tego dnia przeciwnikiem. Niestety. Bartek meczu w pojedynkę nie wygra, a brak zmiennika (po kontuzji Jochena Schopsa) jest najłagodniej ujmując sporym niedociągnięciem włodarzy mistrza kraju. Posiłki są już w drodze. Dominik Witczak szybko spakował się widząc wakat na Podromiu i bez ogródek przyznał, że woli być zmiennikiem dla pierwszego atakującego niż dogrzewać (nie tak zupełnie grzać, bo jednak trochę ostatnio grał) ławę w Kędzierzynie. Celowo wybrałem akurat to spotkanie aby unaocznić moim zdaniem pewien fakt przed jakim stają właśnie nasi francuscy trenerzy. Oto zbliża się jeden z najważniejszych turniejów eliminacyjnych w dziejach ludzkości. Powołanie otrzymują!... Zagumny - jest! a Wlazły, Wlazły, gdzie jest Wlazły... niema i nie będzie. No to trzeba otoczyć Bartka wianuszkiem najlepszych z najlepszych i mieć jednak nadzieję że On sam doprowadzi nas do szczęśliwego końca berlińskiej wyprawy, bo z całym szacunkiem dla pozostałych atakujących... różnica w prezentowanym poziomie jest widoczna gołym okiem. Oby "Mikołaj szybko nie skończył" i chciał nas obdarować jakimś większym prezentem niemal tuż po święcie Trzech Króli.
18:25, danielsad
Link Komentarze (1) »
środa, 11 listopada 2015

W najgorszym z możliwych momencie, Tomasz Swędrowski podziękował za uwagę i zaprosił do pomeczowego studia. W tym czasie Miguel Falasca, niemal identycznie jak kilka lat temu Jacek Nawrocki wykłócał się o ostatnią akcję z arbitrami. Skra nie potrafi dociągnąć bezpiecznej przewagi, więc przegrywa w normalnej walce, a później jesteśmy zaproszeni na After party wraz z gospodarzami imprezy. Gdybym zapłacił 80zł i przebył 35km, byłbym uczestnikiem tej pomeczowej uczty. Prawda jest taka że Skra przegrywa mecz na szczycie na własne życzenie. Rzeszów był dzisiaj po prostu lepszy i zwyciężył zasłużenie. Naturalnie ta siatkarska sól, była dzisiaj umiejętnie dosypywana, tak że mogliśmy kosztować przysmaków z samej górnej, plusligowej półki. Pachniało tie-breakiem ale do czasu. Trochę szkoda, bo wydarzenia w Bełchatowie mogły zakończyć się dużo smaczniejszym deserem, bez względu na wynik. 

Asseco Resovia przyjechała do jaskini lwa wzmocniona obecnością złotego dziecka, grającego przez kilka sezonów w Skrze. To własnie ręce Bartka były swoistym detonatorem cztery lata temu, kiedy to sędzia dopatrzył się jego kontaktu z piłką a Resovia dzięki temu powiększyła prowadzenie z PGE, którego nie oddała do końca. - Czemu nas oszukujesz? Harujemy jak woły, a ty się śmiejesz! - wrzeszczał wówczas trener Naworcki do Andrzeja Lemka, będącego wówczas komisarzem spotkania. Minęły lata, a Bartek ponownie zameldował się w Bełchatowie i jak sam po meczu przyznał, jeszcze nigdy nie wygrał ze Skrą. Ani w barwach Dynama Moskwa, ani pod banderą włoskiej Lube Banci Maceraty. Dzisiejszy dzień jest więc dla Niego tworzeniem się nowej historii.

Trzeba przyznać, porównując obie ekipy, że zespół Andrzeja Kowala ma dużo bardziej ciekawszą kadrę. Bartosz doskonale wpasował się w zespół, Dmytro Paszycki umiejętnie zakleja lukę po kontuzjowanym Piotrze Nowakowskim. Dawid Dryja straszy zagrywką ale jednym z ciekawszych transferów jest przyjście Tomasa Jaschkiego, którego dzisiejsze zagrywki i ataki robiły wrażenie na wszystkich obserwatorach szlagierowego spotkania. Do Bełchatowa przybył po europejskich wojażach Marcel Gromadowski, mimo to wątpie że będzie on równoznacznym zmiennikiem niesmiertelnego Wlazłego. Na pozycję libero powrócił Robet Milczarek, będący niegdyś mocnym przyjmującym Skry, a na środku pojawił się Mariusz Marcyniak z częstochowskiego AZS. Do tego Marcin Janusz zmieniać ma na rozegraniu Nicolasa Uriartę. Z całym szacunkiem dla nowo przybyłych graczy, czyżby w kasach bełchatowskiego klubu święciło pustkami? Jedynie Michała Winiarskiego zastępuje do końca roku Israel Hernandez, któremu piłki rzucał jeszcze w kadrze Miguel Falasca. Ot jedyny zagraniczniak który ma wzmocnić przyjęcie. Patrząc na coraz bardziej wyrównaną ekstraklasę, Bełchatów wygląda trochę mizernie, a pamiętajmy że krajowe występy, to nie jedyne pole na którym przyjdzie sie mierzyć graczom Skry.

18:56, danielsad
Link Komentarze (1) »
Tagi