RSS
czwartek, 29 grudnia 2016
Rok 2016 był bardzo oczekiwanym czasem w polskiej siatkówce. Mieliśmy stanąć na podium Igrzysk Olimpijskich. Ba, niektórzy widzieli nas w samym złocie, zaślepieni wizją kolejnych sukcesów, a w rzeczywistości mocno falującej grze drużyny. Sami siatkarze musieli mieć ambitny cel. Wygłodniałej od braku sukcesów publice, nasz kapitan nie raz wypalił że mierzy w złoto. A cóż miał powiedzieć? Że sukcesem był sam awans, że mieliśmy więcej satysfakcji i radości po turniejach w Berlinie i późniejszym Tokio. W końcu że z tych ciężkich przepraw przed turniejowych (z Ligą Światową włącznie) mieliśmy być dużo mocniejsi i mierzyć wysoko, a skończyło się tak jak skończyło... Pokłosiem tamtych wydarzeń było zwolnienie człowieka, który jeszcze niedawno był kolegą z boiska, bardzo szybko stając się bożyszczem w siatkarskim świecie, ostatecznie kończąc tak jak jego wszyscy, zagraniczni poprzednicy. Średnia dwa lata z naszą kadrą to max. Czuję że nawet gdyby francuz zdobył jakiś medal w Rio (nie mówię że od razu złoty) to prezes Kasprzyk i tak chciałby jakiś zmian, jakiś nowości na stołku. Zresztą Antidze skończył się kredyt zaufania wśród samych zawodników którzy otwarcie liczyli na znaczące zmiany. Doczekali się. Fernando de Giorgi będzie miał jednak nie lada orzech do zgryzienia. Po objęciu sterów przez Włocha, co niektórzy pewnie już teraz, zaraz chcieliby medalu. Nieważne że najbliższa okazja dopiero za kilka miesięcy. De Giorgi zdobył kadrę, usilną pracą i mistrzostwem Polski w Kędzierzynie. Wszyscy wiedzą jak konsekwentnym i upartym jest szkoleniowcem, mimo to każdy nowy trener musi zacząć od jakiegoś sukcesu. To w naszej siatkarskiej historii pewien schemat którego nie można nie powielić. Trzeba coś zdobyć tak na dobry start. Skoro zespół Antigi i Blaina, w mijającym roku, trzymał się kurczowo jednej dwunastki, to w kolejnym sezonie zmiany są potrzebne jak tlen. Plus Liga już pokazała że mamy w klubach wielu zastępców na poszczególne pozycje. Pytanie jak wcielić ich w zespół tak aby znaleźć odpowiedników nie tyle Winiarskiego czy Wlazłego ale chociaż Lucarellego, Wallace'a czy Kliuki i Bakuna. Skoro potęgi z Brazylii i Rosji potrafią właściwie co roku wyprodukować tak znaczących zawodników w swoich drużynach to i my w końcu musimy umieć tworzyć nasz siatkarski narybek z odpowiednim transferem do pierwszej drużyny. To też zadanie dla nowego opiekuna. Miało być podsumowanie a wyszło trochę o przyszłości w nowym roku. Nie można nie wspomnieć o naszej klubowej piłce. Asseco Resovia po raz kolejny (rok po roku) stawiła się w finale czterech. I już. Nie trzeba wspominać o tym że tym razem byliśmy organizatorem tej imprezy i porównując zeszłoroczny finał z Kazaniem (ten z Berlina) i półfinał z Krakowa to pomimo urwanego jednego seta w tym roku, Rzeszów moim zdaniem lepiej zaprezentował się w Niemczech. Wtedy tą drogę do ścisłego finału musieliśmy wywalczyć sobie sami. Byliśmy dużo silniejsi. Teraz Rosjan dostaliśmy po grze w grupie i długiej przerwie. Sama Plus Liga to za mało aby w końcu pokonać europejskiego hegemona. Zresztą jak się póżniej okazało na ekipe Alekny nie ma mocnych na kontynencie. Zenit śrubuje rekord. Z pięciu ostatnich edycji Champions League wygrał aż trzy i wygląda na to że na zmiany się nie zanosi. No chyba że do Europy wpuścilibyśmy Brazylijczyków z Sady Cruzeiro. Ci nie dali Rosjanom nawet płakać i w klubowym wydaniu mistrzostw świata okazali się najlepsi. Na naszym krajowym podwórku Zaksa wykorzystała fakt że wśród najgroźniejszych przeciwników, ma uczestników właśnie Ligi Mistrzów. Żartobliwie mówiono że jest pierwsza w tabeli potem długo, długo nic i dopiero miejsce drugie. Tutaj też musimy wrócić do kunsztu de Giorgiego, bo o Kędzierzynie znów jest głośno i to nie tylko w Polsce. Czyżby w obecnym sezonie zmiana warty także na kontynencie, po Bełchatowie i Rzeszowie? Za rogiem na mistrzów kraju czai się już kolejny z rosyjskich osiłków czyli moskiewskie Dynamo. Po może nie bardzo udanym ale dość emocjonalnym i używając terminologii browarniczej, ekstrakcyjnym roku, możemy patrzeć w przyszłość z podniesioną głową. W ekstraklasie drużyny potrafią zaskoczyć dużo mocniejszego przeciwnika. W pucharach też (w większości) wygląda to obiecująco. Co do Reprezentacji jednego możemy być pewni, będzie o czym pisać i o czym dyskutować.
15:27, danielsad
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2016
Nie mogliśmy pokonać Włochów sportowo, więc trzeba było użyć techniki i przetrzymać niekorzystny wynik w czasie. Problem w aparaturze kodującej składy obu zespołów, spowodował kilkuminutową przerwę i okazało się że to może być nasza jedyna szansa aby doprowadzić chociaż i aż do piątej partii. W tym miejscu nie można mieć absolutnie żadnych pretensji do drugiego rozgrywającego Marcina Janusza, który najpierw skutecznie wybił Modenie odpowiednie przyjęcie ale podczas upragnionego remisu zepsuł swój serwis. To był kluczowy moment. Jeszcze wtedy można było podjąć tą walkę z mistrzami Italii. Złamać rywala w chwili jego słabości, maksymalnie złapać koncentrację bo przecież w tamtej chwili nie popełniliśmy jakiegoś głupiego błędu. Po prostu złapał nas dużo lepszy blok i było po meczu. Pytanie czy nasz młody rozgrywający dostał instrukcję żeby grać do Penczewa, choć prosiło się zagrać w tej akcji do Kurka... Tutaj jednak potrzeba doświadczenia, często siatkarskiego wyrafinowania, pewnych wrodzonych cech, które w takich sytuacjach są nieocenionym darem. Spójrzmy na Erwina N'gapetha który w chwili gdy jego opiekun wziął nerwowo ostatni "czas" on uśmiechał się drwiąco i niedowierzał że można było stracić ośmiopunktową przewagę. Po chwili coś tam szepnął sędziemu, wciąż wierzył że to się musi udać bez zbędnych problemów, jakby zupełnie pozbawiony był układu nerwowego. Zresztą przez cały mecz grał tak jakby od początku znał końcowy wynik. Bez zbędnego zaangażowania, jakby nie tracąc wcale sił. Bełchatowianie w Lidze Mistrzów stoją pod ścianą. O ile porażkę z Modeną można było w jakimś sensie wkalkulować w tej edycji rozgrywek, to przegrana w Rumunii już trochę negatywnie ustawiła ten zespół na samym początku. Teraz pozostaje tylko gonić i ciułać punkty o które wcale nie będzie łatwo tym bardziej że inni jeśli już przegrywają to po tie-breaku, a Skra po dwóch kolejkach nadal bez punktów.
21:09, danielsad
Link Komentarze (2) »
Tagi