RSS
niedziela, 29 marca 2015

Już w pierwszym odcinku berlińskiego finału pomiędzy gospodarzami turnieju, a późniejszym zdobywcą tegorocznego trofeum, miałem złe przeczucia odnośnie końcowej klasyfikacji. Skoro Rosjanie grają znów tak jak trzy lata temu, gdy wzięli złoto w Łodzi, a Niemcy są nabuzowani pozytywną grą i chcą godnie zaprezentować się jako organizatorzy, cóż mają pokazać dwie najsilniejsze polskie ekipy? Szybkie trzy zero Rzeszowa z Bełchatowem, utwierdziło tylko moje przekonanie, że na placu boju pozostała już tylko drużyna z małopolski. Skra poniosła porażkę podwójną. Nie tylko została pobita przez odwiecznego rywala z lokalnego podwórka ale na dodatek nie umiała znaleźć skutecznej recepty dzień później, aby osłodzić sobie rok oczekiwań i przygotowań do zagarnięcia całej Europy. Już potyczka z Gdańskiem była swoistym preludium przed tym decydującym ciosem w Final Four i choć ta rywalizacja z Lotosem, jeszcze nie rozstrzygnięta, to już pokazuje że Bełchatów u schyłku sezonu ledwie zipie a obrona mistrzowskiego tytułu urasta do rzeczy wręcz niemożliwej do wykonania. Czwarte miejsce w Berlinie boli tym bardziej. Gdyby Skra znalazła się choć w trójce najlepszych drużyn na kontynencie, Jej motywacja do końcowego sukcesu w Polsce byłaby zdecydowanie większa. Po niemieckiej wycieczce to wciąć wielka niewiadoma.

Do ścisłego finału awansuje Asseco Resovia. Ekipa Andrzeja Kowala wydaje się być więc najbardziej zdecydowanym przeciwnikiem do pokonania Zenitu Kazań. W końcu gdzieś tam w tyle głowy wciąż mamy ten przepiękny dwumecz z Lokomotivem Nowosybirsk ale drużyna Alekny to jak się okazuje zupełnie inny świat. Kolektyw, który przez dwa kolejne lata oglądał na najwyższym podium kolegów z rosyjskiej Super Ligi, a który wciąż jedną z najsilniejszych ekip na świecie. Jego powrót to comeback w pięknym stylu po trzech latach przerwy i choć Jastrzębski Węgiel na chwilę zatrzymał tworzenie się tej historii Kazania, to wciąż nie mamy w kraju zespołu który zepchnąłby ich z pierwszego miejsca na kontynencie. Asseco Resovia jest niewątpliwie wielkim wygranym tego turnieju. Dziś możemy też śmiało stwierdzić że po tym występie, będzie najbardziej naturalnym kandydatem do zdobycia mistrzostwa Polski. Jej dotychczasowa drabinka układa się nad wyraz kolorowo. Do finału w kraju awansowała bez większych problemów. Wcześniej wyeliminowała wspomniany Nowosybirsk z Ligi Mistrzów, a w finale czterech poniosła porażkę z jednak dużo wyżej notowanym rywalem. Do kraju wróci z pewnością z podniesioną głową. Nie można powiedzieć że powtarza sukces Skry sprzed trzech lat. Ona osiągnęła dużo więcej. Sama zawalczyła o trudny bilet do Berlina a w nim pokazała że to jej należy się tytuł drugiej drużyny Europy.  

Rok temu przepowiedziałem sukces na starym kontynencie jakiejś rosyjskiej ekipie. Nie pomyliłem się. Siła ze wschodu od trzech sezonów rządzi w Europie.

sobota, 14 marca 2015

Rok temu pisałem o dominacji rosyjskich ekip w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Zastanawiało mnie to jak długo trwać będzie ta hegemonia na szczycie najważniejszych klubowych rozgrywek. Wydawało się że nikt na kontynencie nie jest w stanie zagrozić bogatej Super Lidze ze wschodu i że prędzej czy później wypuści ona kolejnego "Ivana" który swym zasięgiem siać będzie spustoszenie w Europie. Jak sami widzimy na placu boju pozostał już tylko jeden rosyjski snajper. Od czterech lat, meldujący się w obecności czterech najlepszych drużyn. Ten który pod wodzą, nadal panującego i niezniszczalnego Wladimira Alekny, zgarnął całą pulę w łódzkiej Atlas Arenie. Trzy lata po tym fakcie w bój za rosyjskimi zmiennikami posyłamy nasze dwie polskie armie. Historycznie wpuszczamy do Berlina najlepsze polskie ekipy. Już dziś chyba możemy stwierdzić że jednemu z nich przyjdzie walczyć o pierwsze miejsce właśnie z ekipą z Kazania. Zespół Berlin Recykling Volleys, z całym szacunkiem dla Niemców, może być w tej potyczce jedynie statystami. Na tle Zenitu ich szanse wyglądają dość marnie. My za to mamy polski półfinał i aż szkoda że władze CEV-u nie dopuściły do normalnego losowania, a więc możliwości zagrania o wszystko pomiędzy Bełchatowem i Rzeszowem. Z drugiej strony nie ma co narzekać. Miejsca na ścisłym podium zapewnione raczej dla obu polskich ekip. To piękny obrazek. Państwo mistrzów świata ma aż dwóch swoich wysłanników w Final Four i aż chciałoby się żeby po złotym wrześniu nastał równie złoty marzec dla naszej siatkówki. Niemożliwe? Rok temu Jastrzębski pokazał już że nie jest to Mission Impossible. Myślę że nasze chłopaki mają jeszcze więcej argumentów na powtórzenie sukcesu sprzed lat Płomienia Milowice.

17:52, danielsad
Link Komentarze (3) »
Tagi