RSS
środa, 20 kwietnia 2016
Gdyby nasz obecny mistrz kraju nie był gospodarzem krakowskiego turnieju, a sam awansował do wielkiej czwórki, można by upatrywać się pewnego sukcesiku. Niewielkiego, wszak w zeszłym roku rzeszowianie sami dobrnęli do ścisłego finału. Berlińska przygoda to jednak zupełnie inna bajka. W Krakowie nie dane nam było liczyć na pokonanie rosyjskiej super maszyny, choć za darmo skóry nie oddaliśmy. Gdybamy: Co by było, jeśli prowadząc 1:0 ugralibyśmy i drugą partię? Nic. Przykładem Trentino. Ono przecież szło pewnie po swoje. Radostin Stojczew nie przeczuwał takiego obrotu spraw. Co innego dostać lanie 0:3, co innego być tak blisko i znów pokłonić się mistrzowi. Zenit jest niezniszczalny. Od dwóch lat nikt nie ma prawa go tknąć. Skubiemy więc po trochu kosmiczną ekipę; Skra Bełchatów wpisze sobie w CV zwycięstwo w tej edycji, bo była to jedna z dwóch porażek poniesionych przez podopiecznych Alekny. Jastrzębski pokonał Kazań dwa lata temu w meczu o podium. Od tamtej pory właśnie, w Zenicie trwa odrodzenie, a Liga Mistrzów traktowana jest od zawsze priorytetowo. Można przypuszczać że treningiem do niej jest gra w narodowej Super Lidze w której zespół z Kazania, skazany jest na sukces. Niemal że od dekady kolekcjonuje krajowe tytuły. Przecinki na trzeciej lokacie zdarzały mu się w tym czasie tylko dwukrotnie. Ligę Mistrzów już od pięciu edycji, wygrywają tylko ekipy z Rosji. Wydawało się że zespół z Trydentu po krakowskiej imprezie, jest najbliższy jako ten który przerwie passę wschodnich molochów, mimo to sądzę że na zmianę, co dla niektórych dobrą, nie ma co liczyć.
17:33, danielsad
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 kwietnia 2016
Nie mogli się pomylić i przegrać choć jednej partii. Tymczasem marzenia o mistrzostwie prysły już w pierwszym secie. Grając go w "normalnych" warunkach Skra z pewnością pokonałaby ligowego przeciętniaka z Bielska Białej, a tak sama została pokonana przez stres który kompletnie związał jej nogi. Niektórzy twierdzą że w zawodowym sporcie pojęcie presji czy nerwów w ogóle nie istnieje. Tak też wyglądało to na początku spotkania. Bełchatów dobrze rozpoczął, miał kilka punktów przewagi w środkowej części seta i nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. A jednak czarny scenariusz się ziścił. Premierowa odsłona okazała się być jedną z najgorszych w całym dotychczasowym sezonie dla Skry. Później, gdy emocje już opadły sytuacja wróciła do normy. Druga szóstka na względnym spokoju uporała się z przeciwnikiem ale jak wiemy było to pyrrusowe zwycięstwo. Mam jednak nieodparte wrażenie że kiepski okres w bełchatowskim klubie zaczął się już podczas spotkania z Zenitem Kazań. Wewnętrzne spory w zespole zażegnać miało odejście Miguela Falasci i przyjście Philipa Blaina. Być może personalne wewnętrzne niesnaski nieco przyschły, mimo to ogromna presja w ostatnich meczach, znalazła swą kulminację w dzisiejszym spotkaniu. Będę upierał się przy swoim że w Skrze brakuje zmienników z prawdziwego zdarzenia. Takich którzy zastąpią kontuzjowanego Winiarskiego, przemęczonego Wlazłego, czy dyskutanta Conte. Najjaśniejszą postacią z pierwszego składu wydaje się być najrówniej dotychczas grający, Nicolas Uriarte oraz wciąż stabilny Karol Kłos. Przebłyski rządów na środku siatki miał również Lisinac. Próbowany w ataku grał całkiem ciekawie. Jak wiemy było to jednak wymuszone brakiem Wlazłego. Jeśli Bełchatów chce myśleć o budowie silnej drużyny na przyszły sezon, musi inwestować w kluczowych zawodników. Z całym szacunkiem takie nazwiska jak Janusz, Marcyniak, Gromadowski, Stankovic czy Rodriguez, Europy nie zwojują. Pamiętajmy również że Mariusz ma raczej najlepsze lata już za sobą i choć nadal niejednokrotnie potrafi błysnąć formą, to jego odpowiedni zmiennik wydaje się być bardzo potrzebny. Na osłodę bełchatowianom w tym sezonie pozostanie walka o "pudło" z gdańskim Lotosem. Ciekawi zapewne jesteśmy czy z tych dzisiejszych rozsypanych bełchatowskich puzzli jest szansa poskładać coś na potyczki z zawsze przecież groźnymi podopiecznymi Anastasiego.
17:17, danielsad
Link Dodaj komentarz »
Tagi