RSS
niedziela, 30 kwietnia 2017
Gdy spoglądamy na obrazki z Rzymu i porównujemy je do Kędzierzyna-Koźla sprzed tygodnia, to widzimy dwa różne światy. U nas bój o mistrza Polski, tam walka o tron w Lidze Mistrzów. Nie oszukujmy się, w tym sezonie Europa nie była dla nas łaskawa ale co gorsza, pojedynki w Final Four jeszcze bardziej oddaliły naszą siatkówkę od Starego Kontynentu. I o ile w pierwszym półfinałowym spotkaniu Zenit Kazań, bez większych problemów pokonał niemiecki Berlin Recycling Volleys, to w drugim odcinku zagrali między sobą Włosi i to jest ten poziom wyżej w siatkarskim fachu. Poziom jak na razie dla nas nie osiągalny i już nie wspomnę o rundzie play-off. Mam na myśli całokształt w tym klubowym roku, który nie oszukujmy się, był po prostu słaby w naszym wydaniu. Dla mnie wspomniany drugi półfinałowy pojedynek, był swoistym szablonem, pokazem walki nie tylko z przeciwnikiem zza miedzy. Także z własnymi słabościami. W takich chwilach nie rozumiem siatkarskiej federacji, która nigdy nie dopuszcza do tego aby w finale Champions League, starły się ekipy z tego samego kraju. Pytam, dlaczego? Czyżby potyczka Perugii z Zenitem miała być bardziej emocjonująca? Kto widział, ten wie jak to się skończyło. Na Rosjan z Kazania nie ma mocnych. No chyba że spełnią się marzenia co niektórych i do Ligi Mistrzów ściągniemy Brazylijczyków z Sady Cruzeiro. Wracając jeszcze do pojedynku Civitanovej z Perugią, warto przeszkolić sędziów z systemu "challenge". Przypominam akcje, w której Sokołow uderzył w taki sposób że piłka odbiła się od pleców Zaytseva i wyszła w aut. Arbitrzy przyznali po powtórce piłkę gospodarzom, nie dopatrując się tym samym błędu przyjmującego Perugii. Skandal? Na szczęście była to jedna z nielicznych pomyłek, ale ciekaw jestem co by było gdyby ta akcja decydowała o końcowym wyniku przy grze np. na przewagi. W tym miejscu możemy z dumą stwierdzić że u nas taka sytuacja nie miałaby miejsca. W Rzymie w "telewizor" jak stwierdził Ireneusz Mazur, wpatrywało się czterech facetów a i tak nie było pewności o sprawiedliwej, końcowej decyzji. Z zazdrością obejrzeliśmy transmisję w której jak ulał pasuje powiedzenie które wiele lat temu opisywało ekipę Reprezentacji Niemiec w piłce nożnej. Trochę przerabiając: Wszyscy grają w siatkówkę, a na końcu i tak zwyciężają Rosjanie z Kazania. My na tym polu wyglądaliśmy trochę tak jakbyśmy byli myślami już przy tegorocznym Euro Volleyu. W zderzeniu z Europą szybko straciliśmy szansę na więcej i zrobiliśmy krok do tyłu w elitarnych rozgrywkach. Aby ten stan się nie pogarszał, musimy być konkurencyjni w sprowadzaniu nazwisk z najwyższej półki. A tu już łatwo nie będzie. Większość topowych graczy obiera kurs na Rosję i Włochy. Można powiedzieć że Niemcy również włączają się w tą grę o solidne miejsce na kontynencie. Też chcą coś skrobnąć z tego tortu i całkiem nieźle im to wychodzi. Naszym flagowym zespołem miała być oczywiście Zaksa. Jednak po odejściu de Giorgiego mam wrażenie że długo w "czwórce" się nie pojawimy. No chyba że przyznają nam kolejny raz bycie gospodarzem. Wówczas od razu zostaniemy najlepsi. W organizacji całej imprezy.
22:32, danielsad
Link Dodaj komentarz »
Tagi