RSS
niedziela, 26 maja 2013

Dwa testy dla naszej siatkarskiej Reprezentacji to jak dwa różne światy. Towarzyskie potyczki z Serbami (umieściłbym ich na górnej półce w siatkarskiej hierarchii) pozwoliły naszemu selekcjonerowi zapisać w swoim notatniku nieco sugestii i uwag. O ile w pierwszym, piątkowym spotkaniu oglądaliśmy siatkarzy rodem z tych co niemal rok temu zdobywali pierwszej miejsce w Lidze Światowej, o tyle dzień później dobrze odpalona petarda nie uleciała zbyt wysoko, gasnąc w pół drogi do celu. Naturalnie owym celem Anastasiego było sprawdzenie tego gdzie jesteśmy na dwa tygodnie przed pierwszymi spotkaniami we wspomnianej imprezie. Gra dwoma, niemal zupełnie różnymi szóstkami podyktowana była konkretnym założeniom naszych włoskich szkoleniowców. Trzeba przyznać że był to dobry czas na debiuty w kadrze. Te wypadły całkiem przyzwoicie. Perspektywiczny Fabian Drzyzga potwierdza fakt że jest gotów zostać poważnym zmiennikiem Łukasza Żygadły. Młody rozgrywający robi cykliczne postępy i udowadnia że Reprezentacja to dla Niego istotna sprawa. Andrzej Wrona pokazał mocne podejście od strony psychicznej. Nie było widać choćby cienia zdenerwowania. Kilka ciekawych akcji narodziło nam kolejnego obok Nowakowskiego, Wiśniewskiego i Możdżonka, kandydata do gry na środku. Ciekaw byłem jak niemałe sukcesy w klubie, będzie umiał przekuć na kadrę Dawid Konarski. Początki jak widzieliśmy były ciężkawe ale z czasem wszystko zaczęło się układać po jego myśli. Owszem, brakło w kilku istotnych momentach tego postawienia kropki nad "i" ale debiut można uznać za udany. Oczy wszystkich były jednak zwrócone na tego, którego nie mogliśmy podziwiać w jego klubowych występach w minionym sezonie, a który przecież zdobył w tym roku mistrzostwo Austrii. 23-letni Wojciech Włodarczyk jest przykładem tego w jaki sposób Andrea wyszukuje kandydatów do gry. Nie koncentruje się na naszej rodzimej lidze, czy innych mocnych w Europie. Wojtek jako przyjmujący w Kadrze jest ciekawym odkryciem. Pośród Kurka, Winiarskiego, Ruciaka czy Kubiaka może mieć małą siłę przebicia ale z drugiej strony obok Ferensa i Wierzbowskiego jest raczej najciekawszym nowym zawodnikiem na tej pozycji. Już w debiucie miał swoje pięć minut zarówno w odbiorze jak i w bloku a przede wszystkim w ataku. Kto wie może zostanie "czarnym koniem" w tej edycji L.Ś. Jego mocne atuty zdążyła zauważyć przechodząca rewolucję, bełchatowska Skra która pozyskała skrzydłowego na najbliższy sezon.

Zaczniemy od mocnego uderzenia. 7 czerwca pierwsze starcie z Brazylią. Wszyscy wiemy że Canarinhos to nie są już panowie nie do pokonania. Zgodnie z przewidywaniami Piotra Gruszki po porażce na mundialu w 2006 roku, udało nam się już kilka razy "dopaść" bezbłędnego jak się wówczas wydawało, rywala. Teraz przychodzi czas na ugruntowanie tej sytuacji. Oczywiście nikt nie myśli o szybkim 3:0 ale o równej walce od pierwszej do ostatniej akcji. 

wtorek, 14 maja 2013

 

Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Nie było ani lekko ani łatwo, choć wszystko faktycznie skończyło się happy endem dla gospodarzy piątego finałowego odcinka o mistrzostwo Włoch.

Mecz w PallaTrento jak na decydujące starcie przystało, swoją dramaturgią zaczął przerastać oczekiwania najbardziej wytrawnych kibiców. Choć Radostin Stojczew należy do ludzi nader spokojnych, to właśnie w niedziele oglądaliśmy jego transformacje w istnego wojownika o najwyższe łupy. O ile można było spodziewać się iskrzenia pod siatką, o tyle chyba nikt nie przypuszczał że ławki rezerwowych będą także czerwone od emocji i nerwów. W którymś momencie spornej akcji, podeszli do siebie pierwszy trener Trento z drugim szkoleniowcem z Piacenzy. Wyraźnie zdenerwowany Bułgar dobitnym tonem sprowadził ostrą dyskusję do swoistego słownego monologu po czym mało brakowało a w grę wchodziłyby oprócz słów, także gesty. O dziwo w mgnieniu oka na boisku pojawiają się również włoscy karabinierzy, którzy obok gotującej się dwójki dżentelmenów, musieli uspokoić również kilku siatkarskich fanów. Finał tej akcji był taki że do końca trzeciej partii przy stanie 1:1 w setach, obu panów należało odesłać w pierwszy rząd widowni. Co ciekawe przed zajściem gospodarze tego spotkania nie mogli uwolnić się od ciężkich zagrań przeciwnika. Prowadzenie to jednym to dwoma punktami Piacenzy, mogło wyprowadzić ją na dobry rezultat w tej potyczce. A jednak to Trento widząc swojego szkoleniowca wśród żółto-niebieskich fanów zaczęło prezentować swą usilną zaciekłość i zaangażowanie w każdej akcji. Wygrany set dawał już bliskie skończenie tego finału. Pamiętajmy jednak że po drugiej stronie grał zwycięzca ostatniej edycji pucharu Challange. Doprowadzenie przez nich do tie-break’a, było ich przedłużeniem snu o mistrzostwie. Byliśmy więc świadkami dobrze wyreżyserowanego włoskiego filmu sensacyjnego. Piąty set należał do takich o których mówi się dużo i często. Cóż z tego że gospodarz prowadzi 6:1, gdy na tablicy za chwilę jest wynik 6:7? Nieważne że po serwisach Juantoremy było 10:8. Czekaliśmy dwie minuty i goście prowadzili 12:11. Sensacja mimo wszystko, była blisko. Można powiedzieć że o zwycięstwie zadecydowały niuanse, niewymuszone błędy przeciwnika, który sam posłał ostatnią piłkę w tym sezonie, daleko w aut.

Itas Diatec Trentino wrócił do świata żywych. Po porażce w Lidze Mistrzów pojawiły się głosy o powolnym końcu ekipy z Trydentu. Nic bardziej mylnego. Mieszanka kilku narodowości, w tym wspomnianego, uznawanego za najlepszego gracza na świecie Kubańczyka, cieszyła się z powrotu na sam szczyt. Droga ku niemu, chyba dawno nie była tak wyboista jak teraz. Copra Elior Piacenza pokazała spory kawałek niezłej siatkówki. Siatkówki którą z pewnością będzie można podziwiać również w kolejnym sezonie. Obok obecnych mistrzów, klubu z Maceraty, drugiego w L.M. Cuneo, wyrosła właśnie kolejna super nacja  zawodników potrafiących zawojować dużo więcej niż by na to wyglądało. To tylko może zwiastować umacnianie się włoskiej ekstraklasy jako najbardziej atrakcyjnej ligi na świecie.

piątek, 10 maja 2013

Skoro w poprzednich sezonach w lidze włoskiej, oglądaliśmy tylko jedno finałowe spotkanie, to obecny sezon odrabia z nawiązką smakowanie jednej z najlepszych lig w Europie w decydującym pojedynku. W zasadzie tytuł kolejnej notki powinien być takim sam jak poprzedniej, gdyż po czterech bitwach nadal nie znamy zwycięzcy w Serie A1. Oglądając ostatni odcinek tego finału chciałem znaleźć jakieś usprawiedliwienie dla drużyny Trentino, która przecież wbiła w ziemię drużynę Copry w meczu numer trzy. Kilka dni później miałem wrażenie że Piacenza nie walczy z wicemistrzem Włoch. Trento zagrało tak jakby na siłę chciało sprowadzić rywalizację do piątej, rozstrzygającej partii. Akurat tak się przecież złożyło że ostateczne spotkanie rozegrane ma zostać w PallaTrento. Przy własnej publice, radość z powrotu na tron jest podwójna. Oczywiście moje rozważania nie mają kompletnie nic z odzwierciedlenia rzeczywistości. Piacenza odnajduje się na nowo. Po sromotnej porażce, Znów jest w grze, wyrównuje stan i rusza w decydujący bój. Choć w ostatnich kilkunastu dniach, dwukrotnie doznała porażki w hali utytułowanego rywala, to ostatni mecz może być zupełnie inny. Przegrać z Trentino to nie ujma, ale skoro pokonało się dwukrotnie dużo mocniejszego rywala to dlaczego nie spróbować po raz trzeci? Sceneria co prawda nie będzie przyjazna ale siły po raz kolejny zostały wyrównane. Można zaryzykować twierdzenie że bycie gospodarzem w ostatecznym rozrachunku nie zawsze jest sprzyjające. Skąd my to znamy? Boleśnie przekonały się o tym nasze krajowe zespoły Zaksa Kędzierzyn-Koźle wśród panów i Tauron Dąbrowa Górnicza wśród pań. Naturalnie liga włoska to trochę inna półka w siatkówce. Mimo wszystko uważam że Itas Diatec, abstrahując od kontuzji swojego mózgu na rozegraniu, brazylijczyka Raphaela, ma większe szanse na zdobycie tytułu.

 

 

Tagi