RSS
piątek, 30 maja 2014

Po drugim secie tego arcyciekawego spotkania (kto wie czy nie najciekawszego w tym sezonie) w wielu polskich głowach zagościła niepokojąca myśl: "Mamy już jeden punkt w tym wyjazdowym tournée. Czy damy radę pograć o całą pulę?". Nasz drugi garnitur, o ile możemy go tak jeszcze nazwać, nie zawiódł. W pierwszym podejściu z Canarinhos ostateczna matematyka nie oddała tego co działo się na boisku. Graliśmy naprawdę nieźle i choć zostaliśmy pokonani do zera to okazało się że dzień później nasz koncert życzeń trwa w najlepsze. Brazylia została pokonana w najsilniejszym składzie. Kolejne włosy rwane przez trenera Rezende nie wpłynęły na grę jego zespołu. Nasi zawodnicy zagrali w istocie kosmiczny mecz. Mecz który na długo wbija się w pamięć i który z pewnością polaryzować będzie na pozostałą część kadry. Mocna psychika znalazła oparcie w wadze tego pojedynku. Nie przejmowaliśmy się wynikiem. Pojechaliśmy do Maringi pobrać naukę od najlepszych, a wyjeżdżamy z trzema punktami które wkładają w naszych graczy ogromną siłę. Nie było strachu i bojaźliwości. Była gra do jakiej chcielibyśmy przywyknąć i rozpamiętywać bez końca. Koncertowa, szybka i zorganizowana. Tak kolorowo w naszej reprezentacji nie było od dawna. Dziś nikt nie będzie doszukiwać się błędów bo wygrać z Brazylią do zera to tak jakby wstąpić na chwilę do lepszego świata. Być wyższym od oponenta o co najmniej pół metra i sięgać wzrokiem daleko niż inni. Euforia która ma prawo zaistnieć, musi trochę potrwać. Na chłodno można uznać że trener Antiga ma nagle sporo ciekawych osobistości. Zawodników którzy powalczyli prezentując niezwykłą siłę mentalną. Młodzi gniewni niczym młode wilki zapragnęli szybkiego sukcesu. Zastanawia mnie czy Kurek z Wlazłym i Winiarskim potrafiliby tak powalczyć z siatkarskim światowym hegemonem. Zdajemy sobie sprawę z faktu że to jest przecież tylko jeden mecz, a jednak coś tam podpowiada że w jednym momencie możemy mieć nadmiar możliwości i dwa równorzędne zespoły. Uwierzmy w to że to już nie jest mit o szklanych domach. To realna opcja którą mamy w zanadrzu. Odrzućmy presję i nerwy które towarzyszyć mogą tym którzy uznani zostaną za tych pierwszych. Mamy ważny impuls o którym wspomniał w pomeczowym studio Jerzy Mielewski. Apetyt na kolejne zwycięskie spotkania jest na początku drogi naprawdę spory. Co ważne, złoty wynik idzie w świat. Świat który stoi dla nas otworem.

niedziela, 18 maja 2014

Dla niektórych, śmiem twierdzić pewnej ilości kibiców siatkówki, ten turniej tak naprawdę zaczął się w niedzielę. Potwierdza to dobitnie zwiększająca się z każdym dniem frekwencja na trybunach. Pomimo dwóch w miarę łatwych spotkań z Łotwą i Mołdawią, na deser przyszło nam zagrać ze Słowenią. Drużyną może mało znaną z dobrego kolektywu ale posiadającą w swoim składzie parę rodzynków którzy w siatkówkę grać z pewnością potrafią. Wygrali z nami całego seta ale dali jasny sygnał że za tydzień w Lubljanie trzeba będzie pokazać coś więcej niż tylko to co dobrze działało w naszych dwóch poprzednich pojedynkach.

Przyznajmy otwarcie że ten pierwszy obrazek nowej Kadry, to pierwsze spojrzenie jest dość pozytywne i z pewnym optymizmem można oczekiwać najbliższej przyszłości. Wygląda na to że na pozycji rozgrywającego, powoli dokonuje się swoista zmiana warty. Od początku pierwszym "rzucającym" jest Fabian Drzyzga i mamy wreszcie tutaj kogoś kto potrafi zagrywać nieco mocniej niż tylko zagrywką floatową. To niewątpliwy plus młodego zawodnika. Nasza ikona w osobie Pawła Zagumnego także dała się przypomnieć z dobrej strony. To taki nasz Lloyd Ball lub Nikola Grbić. Człowiek który ważne że jest nadal z nami i że w trudnych momentach wspomoże swój zespół ale równocześnie wie że czasu nie da się oszukać. Będzie z pewnością stwarzał miejsce dla nowego pokolenia ale osobiście chciałbym go jeszcze ujrzeć w M.Ś. co jak wiemy do końca pewne nie jest. Do Reprezentacji Polski wrócił również Mariusz Wlazły i ten powrót był jak najbardziej udany. Od razu widać było że formę z ligowego sezonu potrafił przenieść na drużynę narodową i na turnieju we Wrocławiu był jednym z lepszych graczy. Moją uwagę przykuł również Michał Kubiak. Zawodnik który techniczną grę na siatce, niewątpliwie opanował do perfekcji. Ktoś taki będzie w naszej ekipie bezcenny i choć przecież to nie pierwszy występ Michała w biało-czerwonej koszulce to jednak postęp który wykonał w minionym sezonie jest dostrzegalny gołym okiem. Nasi dwaj skrzydłowi z zagranicy czyli Michał Winiarski i Bartosz Kurek zagrali dość przeciętnie. Widać jak odbijają się w nich trudy minionego czasu w silnych europejskich ligach. Mając co prawda pozytywne zrywy, na dłuższą metę popełniali dość sporo błędów. Potrzebują więcej czasu na ogranie, a z drugiej strony nieco więcej na odpoczynek. Nie można pominąć gry naszego drugiego atakującego. Grzegorz Bociek powoli przełamuje falującą formę w konieczną stabilizację. Pamiętamy go jak po jednym asie, potrafił trzy razy huknąć w siatkę. Debiut u Anastasiego może przynieść dobre wyniki u Antigi. Tym samym mam cichą nadzieję że duet Wlazły-Bociek będzie naszą tajną bronią w dalszych grach i choć to dopiero początek to cieszę się z tego że w Kadrze jak na razie niema Zbyszka Bartmana. Charyzmatycznego gracza z często niepewnym dniem. Na ocenę Witczaka i Konarskiego przyjdzie nam jeszcze chwilę zaczekać. Nasi francuscy opiekunowie także powoli dzielą się rolami. Philipe Blain ciekawie wspiera swojego niedawnego gracza z reprezentacji. Podoba mi się ta wymiana doświadczenia. Kogoś z bogatą karierą trenerską z kimś kto ma świeże podejście do nowych podopiecznych. Tych z którymi grał do niedawna na boisku a teraz ich trenuje. Może to będzie faktycznie ten nasz złoty środek. Naturalnie za wcześnie na ochy i achy ale chyba większości z nas maluje się rogalik na buzi bo wiemy że jedną nogą jesteśmy już w Bułgarii i we Włoszech. Pierwszy krok został zrobiony. Czas na kolejne dobre otwarcie drugiej części eliminacyjnego turnieju.

sobota, 03 maja 2014

Na początku stycznia zaproponowałem swoją subiektywną najlepszą drużynę roku 2013. Po skończeniu ligowego sezonu w kraju przyszedł czas na najlepszych w siatkarskiej ekstraklasie. Oto moje typy:

1.Mariusz Wlazły - niekwestionowany zwycięzca i (zaryzykuje twierdzenie) najlepszy gracz Plus Ligi w sezonie 2013/2014. Nie przypominam sobie aby któryś z innych siatkarzy, zgarnął statuetkę MVP trzy razy z rzędu w spotkaniach o mistrzostwo Polski. Mariusz dokonał tego w wyśmienitym stylu. Ten sezon należał do niego. Wrócił do gry i formy, do której nas przyzwyczajał od wielu lat. Także tych Reprezentacyjnych. Oby tak dalej.

2.Michał Masny - błyszczał w ciągu całego sezonu ale najbardziej dał się we znaku oponentom w Lidze Mistrzów. Trzecie miejsce właśnie jemu smakowało najbardziej. Odpowiednio kierował drużyną i dobrze współpracował w zasadzie z wszystkimi zawodnikami ale kiedy trzeba było pokornie siadał na ławce i bacznie przyglądał się przedstawieniu z boku. Mistrz gry spontanicznej i sytuacyjnej.

3.Damian Wojtaszek - nasza trzecia polska siła na pozycji Libero. Momentami jednak miałem wrażenie że Ignaczaka i Zatorskiego bije na głowę. Jego niesamowite parady w obronie były wisienką w europejskich pucharach. Zrobiły wrażenie na naszym szkoleniowcach i podobnie jak u Anastasiego, Damian znalazł uznanie u Stephana Antigi. W kraju powtórzył brąz z Jastrzębskim drugi sezon z rzędu.

4.Facundo Conte - argentyńska siła rażenia prezentowana z dumą pod koniec sezonu. Dobra komunikacja z resztą zespołu. Solidne przyjęcie i zagrywka. Wzór dla młodych adeptów siatkówki. Nasz rywal w M.Ś. Akurat jemu nie życzę zwyżki formy na polskim mundialu.

5.Michał Kubiak - człowiek do zadań specjalnych. Chyba raczej pewny wybór na skrzydłowego w kadrze. Silny charakter na każdym podwórku, o wysokich umiejętnościach technicznych. Preferujący grę kombinacyjną, często na granicy ryzyka ale z opanowaną zimną głową. Kiedy trzeba sam ruszy na mocnego przeciwnika. Również po zakończeniu spotkania.

6.Łukasz Wiśniewski - niby niczym nie wyróżniający się siatkarz a jednak. Z wielu "Plus Ligowych" środkowych jeden z tych który nadaje nowy sens zagrywce typu flot. Nieco chudy ale zarazem gibki i elastyczny, potrafiący dopasować się do wielu różnych rozegrań.

7.Siódmym, rezerwowym zawodnikiem mianowałbym Nikolaja Penczewa. Tak, wiem że w zasadzie zaistniał pod koniec imprezy ale dając mu szansę na dłużej można mieć nadzieję że będzie kiedyś jednym z lepszych przyjmujących, a swoją osobą przebije w kadrze samego Mateja Kazijskiego. Dobry technicznie i dość mocny siłowo.

Trener: Miguel Angel Falasca - Człowiek który wszedł do zespołu z pozycji opiekuna, nie wiedząc do końca czego się tyka. Przez ostatni sezon, przed objęciem drużyny, nie był przecież w Polsce. Przejął ster po Jacku Nawrockim, uratował tonącą grupę w odpowiednim momencie i wypłynął z nią na szerokie wody. Był bliski zdobycia pucharu CEV ale plany pokrzyżował mu jeden z rosyjskich zespołów. Podobał mi się styl w jakim prowadził Skrę. W przerwach niezwykle spokojny i wyważony, tłumaczył konkrety nie owijał w bawełnę ale nie podnosił głosu. Oby był wzorem dla swojego niedawnego francuskiego podopiecznego.

Tagi: Plus Liga
19:13, danielsad
Link Dodaj komentarz »
Tagi