RSS
sobota, 28 czerwca 2014

Gdybyśmy zostali pobici przez Iran po krótkim 0:3, doznana porażka bolała by zdecydowanie mniej. My jednak w tych ciężkich warunkach przy ogłuszających i ogłupiających dźwiękach wuwuzeli, postaraliśmy się o premierowe wydarcie jednej partii ale to niestety było za mało na dobrze skonstruowanego tego dnia przeciwnika. Wielkość Irańskiej drużyny polegała na tym że oprócz dobrego przygotowania technicznego, mieli opanowane walory siłowe i przegląd sytuacji na boisku. Do tego w ciągu całego spotkania do perfekcji osiągnęli zachowania teatralne a za arbitrami nierzadko chodzili krok w krok aby dobitniej zobrazować daną sytuację. W zasadzie w spotkaniach z nimi nie potrzeba sędziego. Piłka zawsze jest po ich stronie. Ostatecznie należy jednak podkreślić że byli zespołem dużo lepszym, co zresztą udaje im się potwierdzać nie od wczoraj i nie tylko w spotkaniu z Polakami. Nam z kolei brakło powietrza. Ubywało go już w drugiej potyczce z Canarinhos a teraz momentami nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy i co w ogóle robimy. Szczerze mówiąc nie liczyłem na spokojne wygrane Biało-Czerwonych. Za to chciałem ujrzeć pięciosetową walkę. Walkę, a nie dobijanie rannych po pierwszym secie. Cóż, nasz Team gwarantuje nie tylko odloty w kosmos prosto z Krakowa ale także pikowanie w dół po mozolnym wgramoleniu się na górę. Gdyby zwycięstwa naszej kadry przychodziły zbyt często nie byłoby tak ciekawie. Po to jest ta Liga Światowa abyśmy podobne obrazki oglądali w najbliższej przyszłości jak najmniej. Należy mieć tego świadomość. Trochę szkoda że w kwadracie dla rezerwowych nie można postawić dwudziestu chłopa i przebierać dowoli. Teraz dopiero okaże się jak ważne jest to bogactwo kadrowe. Jak kluczowi, dotąd uśpieni gracze, powrócą niczym uniwersalni żołnierze. Warunek jest taki aby kadra funkcjonowała jako jeden organizm a nie poprzez dobieranie poszczególnych jednostek, gdy się pali. Przed Antigą nie jeden pożar do ugaszenia.

17:10, danielsad
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 czerwca 2014

W Lidze Światowej wkraczamy powoli w decydujące starcia, które pozwolą rozdać bilety na finałowy odcinek do Florencji. Nasz polski produkt, wciąż powstający pod okiem francuskiego duetu zaskakuje niemal co weekand prezentowaną wysoką formą. Wielu z nas zastanawia się jak będzie wyglądać ostatecznie Reprezentacja Polski. Czyżby jej budowa już dobiegała końca? Tak wysokiej konkurencji nie było w naszej kadrze od wielu lat. Andrea Anastasi ją hermetyzował, trzymając się wybrańców tak długo jak było to możliwe. Stephan Antiga natomiast, otworzył wiele nieotwieranych dotychczas drzwi i wpuścił sporą ilość świeżego powietrza. Ten ruch widać już po tych co w narodowej drużynie nagle przestali grać. Zbigniew Bartman otwarcie stwierdził w jednym z wywiadów że gra w kadrze mało go już interesuje, a swoje plany wiąże z siatką plażową. Przestał mieć nadzieję na powołanie. Sam chyba zauważył że daleko mu do Mariusza Wlazłego, Dawida Konarskiego czy Grzegorza Boćka. Pewnych rzeczy już nie przeskoczy. Głos zabrał również niedawno były kapitan biało-czerwonych. Marcin Możdżonek ma nadzieję że w drużynie skończy się "kolesiostwo" które nieopatrznie wprowadził sam trener. Mam wrażenie że owe kolesiostwo mieliśmy za czasów Włocha. Z chwilą objęcia kadry przez Stephana skończyła się pewna era "ludzi nie do ruszenia". Naturalnie nie ozłacam po kilku naprawdę dobrych występach Buszka, Miki, Drzyzgi, Wrony czy Kłosa. Absolutnie nie stawiam w drugim szeregu Kurka, Winiarskiego lub Ignaczaka. Ich ogromne doświadczenie może okazać się kluczowe w najważniejszym dla nas tegorocznym turnieju. Za to Możdżonek jest po prostu słabszy od w/w. Stąd jego absencja w drużynie. Zresztą rzadko kiedy miał ostatnio dobry dzień. Jego atutem był niewątpliwie wzrost ale drugim Muserskim z pewnością nie będzie. Mimo to posiadamy bogactwo kadrowe poparte solidnym treningiem i odpowiednim przygotowaniem technicznym. Mamy grupę ludzi która niespodziewanie wygrywa z Brazylią na jej terenie i to w stylu w jakim nie powstydziliby się nawet wielcy Rosjanie. W kraju potrafimy pokonać Włochów. Nie mówmy już o drugim garniturze tego zespołu. To jednak jest Italia. Czy to będzie pierwszy czy piąty skład to jest to zespół z tzw.elity. No i w końcu przy otwarciu nowej hali, przy piętnastu tysiącach wrzeszczących fanów ogrywamy wielką Brazylię. Brazylię którą wciąż ciężko rozgryźć, która nadal potrafi mocno pokąsać, bo nie wierzę że jest to początek końca niedoścignionych mistrzów i Brazylię która już dwukrotnie w tej edycji dostała od nas klapsa. Takiego scenariusza wydarzeń w "światówce" nie przewidział chyba nikt. Nasz narodowy team zapisuje sobie po stronie zysków kolejny bezcenny łup. Już nie można w tym momencie paplać o słabej psychice, o presji wywieranej na naszych graczach albo o dobrej grze w której zabrakło pozytywnego wyniku. Jeszcze kilka miesięcy temu zastanawialiśmy się jak pogodzimy tak bogaty sezon reprezentacyjny i jak to wszystko da się poukładać. Dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej głodni kolejnych zwycięstw biało-czerwonych. Chcemy je chłonąć w nieskończoność, utrwalać w pamięci i widzieć naszych oponentów jak gasną z każdą akcją. Już widzimy się we Florencji, gdzie nagle droga do niej okazała się prostsza niż jeszcze parę tygodni temu. Sam Antiga stwierdził że nie sądził iż to tak dobrze się będzie układało już od samego początku. Uważam że francuski duet ma również przygotowany plan B na wypadek jakiejś usterki przy pracy. Patrzy na tą sytuację realnie i wie że tak szybko jak zachłysnęliśmy się kolorowymi zwycięstwami, za moment może przyjść ciemniejszy, słabszy moment. Swoją drogą to ciekawe; komu teraz z naszych kadrowiczów bardziej należy się wypoczynek, o którym tak wiele przecież dyskutowano. Czy za chwilę odsapnąć będą musieli młodzi i gniewni, bo to oni postawili solidne rusztowanie pod tą budowlę, a w ich miejsce przyjdą "stare wygi", nieco zaskoczeni sukcesem i chcący jeszcze coś pokazać polskiej publice ? A może na tym wózku dojedziemy już niebawem pod strefę medalową M.Ś. ? Rozpędzeni prędkością, jakiej dawno w kadrze nie było, co rusz podnosimy sobie poprzeczkę i liczymy na to że zwycięskie boje z Italią i Canarinhos przyniosą owoce w najbardziej potrzebnym momencie tej ciekawej reprezentacyjnej przygody.

Tagi