RSS
niedziela, 28 czerwca 2015

Dorównaliśmy Brazylii. Tylko ona, kiedy Iran znalazł się w siatkarskiej ekstraklasie, potrafiła wygrać na trudnym terenie wśród kilkunastu tysięcy męskich gardeł uprzykrzających życie za pomocą wszechobecnej wuwuzeli. Mnie osobiście cieszy to zwycięstwo z powodu pokazania irańskim siatkarzom, że spokój pod siatką, potrafi pokonać wredne zachowanie niegodne i niedopuszczalne w tej dyscyplinie. Nie daliśmy się podejść od strony emocjonalnej. Nie dopuściliśmy do ani jednego zwarcia, chyba że w kontrze z momentami niedowidzącymi arbitrami tego spotkania. A skoro o nich mowa, chwilami byli jak dzieci we mgle. Przestraszyli się rangi tego spotkania, nie potrafili okiełznać wielu spornych sytuacji, a wszechobecni Irańczycy włazili im na głowę przy każdej możliwej okazji. To jak powiedziałem, nie złamało zawodników Antigi. Maksymalnie twarda gra przyniosła wymagany rezultat. Co więcej, walczyliśmy bez naszego nowego atakera, mając w zamian człowieka który ostatnio więcej spoglądał na kolegów z kwadratu niż brał czynny udział w grze. Jakub Jarosz odnalazł się w niedzielnej potyczce. To był ten Kuba ze złotej ery Anastasiego, kiedy wygrywaliśmy Ligę Światową. Czy będzie godnym zmiennikiem Bartka Kurka tego nie wiem, wszak do walki o pierwszą "bombę" ma się włączyć Dawid Konarski, ściągnięty przez francuski duet w dalszej części bieżącego sezonu. Doskonałe spotkanie zagrał Michał Kubiak. Właściwie jak na kapitana przystało. Wygrana walka z Maroufem na siatce lub spektakularne obicie o blok podczas sytuacyjnej akcji to tylko niektóre z tych zagrań które warto zapamiętać. Ja zapamiętam tą przyjemną dla ucha ciszę, kiedy kończyliśmy to spotkanie. Wuwuzela nagle przestała działać, skończyła się bateria.

Gdy po pierwszej, przegranej partii wygraliśmy następną i prowadziliśmy momentami trzema, czterema punktami w kolejnej odsłonie, wydawało się że znaleźliśmy receptę na dobrze zorganizowaną rosyjską armię. Miał rację, komentujący to spotkanie Marek Magiera twierdząc że naszym lepiej się gra na styku punktowym niż przy znacznej przewadze. W ciężkich momentach pracowaliśmy jeszcze mocniej i to miało swoje przełożenie na wydarzenia na boisku. Kiedy Rosja prowadziła już 18:13 w secie czwartym, pogodziliśmy się z tym że pudła na tej imprezie nie ugramy. Wystarczyło jednak nieco siatkarskiego szczęścia i konsekwencji w działaniu, a za chwilę to my prowadziliśmy 21:20. Kapitalny zryw naszej ekipy, błysnął nam nadzieją na decydującego tie-break'a. Niestety, nie tym razem. Sbrona okazała się za mocna dla naszej drużyny, ale w globalnym odniesieniu do europejskich Igrzysk, zasłużyliśmy na medal, choćby z niewielką ilością brązu. To czwarte miejsce nie oddaje tego co działo się podczas ostatnich dwóch tygodni w Kadrze B Andrzeja Kowala. Zawodnicy szkoleniowca mistrza kraju, z pewnością wykonali kawał dobrej roboty. Tylko nieco szkoda że żaden z krążków nie zawiśnie tym razem na ich szyjach.

15:21, danielsad
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 czerwca 2015

Trudno przejść obok spotkań naszej męskiej kadry bez wystukania choćby kilku zdań o występie w rosyjskim Kazaniu. O ile pierwszy mecz był w pewnym sensie stopniowym zdobywaniem kolejnych setów, przy czasami szkolnych błędach Sbornej, o tyle druga potyczka była swoistą walką na śmierć i życie. O udowodnienie sobie że jesteśmy naprawdę silnym zespołem a Rosja pozostaje w głębokiej reprezentacyjnej depresji. Trochę bałem się o kondycję fizyczną naszych graczy podczas sobotniego meczu. Rosjanie wyglądali na nabuzowanych wojowników, którzy przy użyciu swojej siły chcą wreszcie przełamać niemoc w tegorocznej światówce. Na szczęście nie odrodzili się przy nas, nie byli w stanie ugrać więcej niż dwóch setów. To my byliśmy tymi którzy prowadzą w tym wyścigu, pomimo że czuliśmy już doganiających nas oponentów. Dawno minęły czasy kiedy nie potrafiliśmy walczyć łeb w łeb na długich dystansach. Dzisiejszy mecz dobitnie pokazał że lubimy taką grę, nie boimy się walki na styku, gdzie każda akcja kosztuje tak wiele. Mocna głowa jest już znakiem rozpoznawczym naszej kadry. Nie załamujemy się po nieudanych wymianach. Wręcz przeciwnie, to one są naszym motorem napędowym. Oto siatkówka jaką proponuje nam francuski duet. 

Co innego w ekipie Woronkowa. 0:8 - taki bilans ugrali rosjanie w tegorocznej Lidze Światowej. Tak złego wyniku nie było na wschodzie od 2007 roku. Głośno mówi się o odejściu trenera. Do kadrowego zycia przywołany ma być nieśmiertelny Wladimir Alekno, który był w końcu producentem największych sukcesów w ostatnich latach, a dzisiejsza Rosja przypomina trochę zespół z drugiej ligi. Sam Moroz nie będzie drugim Pawlowem. Wolvich nigdy nie doskoczy do niebotycznego poziomu Muserskiego, a Kolodinski i Antipkin nie pokierują tak dobrze grą jak sławny Sergiej Grankin i tak dalej.

My jedziemy, a właściwie lecimy dalej. Na kursie Teheran. Ciężki teren w którym fanatyczni kibice z powodzeniem potrafią dorównać polskim w ilości decybeli na trybunach. Będzie gorąco.

21:12, danielsad
Link Dodaj komentarz »
Tagi