RSS
poniedziałek, 22 lipca 2013

Kilka miesięcy temu sięgnął z drużyną Lokomotivu Nowosybirsk po Puchar Mistrzów Europy. Najpierw z hukiem odstawił od finału faworyzowany Zenit Kazań, prowadzony przez swojego poprzednika w Kadrze, a później stoczył pasjonujący pojedynek z włoskim Cuneo. Wtedy siatkarski świat usłyszał o Nim po raz pierwszy. Kiedy Wladimir Alekno opuszczał rosyjską super nację, wydawało się że największe triumfy Rosja ma już za sobą. Jego miejsce powierzono Andrejovi Voronkovi, który małymi kroczkami rozpoczął wprowadzanie istotnych zmian w składzie. Takie tuzy jak Mikhajlov, Poltavsky, Volkov czy Bierieżko znaleźli się poza kręgiem zainteresowań nowego szkoleniowca. Jednak grupa którą scalił, pokazała że jest w stanie dwukrotnie pokonać Brazylię. W tym drugim podejściu, dając Rosji zwycięstwo w tegorocznej Lidze Światowej, a Jego nazwisko ponownie jest na ustach całego globu.

Brazylia nie tylko przegrała ten mecz. Po raz kolejny w finale wielkiej imprezy została mocno pobita. Utarło się przekonanie że dla Canarinhos drugie miejsce jest zawsze sporą porażką. Podczas finału widać było jak podopieczni Rezende, gasną z każdą chwilą, jak coraz bardziej popadają w totalną bezsilność powodowaną przez coraz silniejsze przygniatanie rosyjskiego molocha. Rosja odnalazła patent na wygrywanie z powracającą z kosmosu Brazylią. Kiedyś jeszcze galaktyczną, po słabiutkiej grze ma się wrażenie że dziś już lokalną, szukającą dla siebie nowej drogi w siatkarskim świecie, w którym należy oddać honor mocniejszemu od siebie rywalowi. Sądzę że Bernardo Rezende trafił w sedno, mówiąc o swoistej fabryce siatkarzy, gdzie ich produkcja odbywa się u naszych wschodnich sąsiadów. Na wrześniowe Mistrzostwa Europy, wyłonił nam się właśnie jeden z faworytów do zgarnięcia złotego krążka.

Trzecie miejsce w "Lidze" zgarnęła Italia. To też jest jakiś sygnał dla reszty zespołów i czytelny znak przed wrześniem tego roku. Podobnie jak w Londynie, znów udaje się doskoczyć na podium, znów za wielką dwójką ale z drugiej strony tuż za nimi. Radość Włochów po zwycięstwie była tym większa bo dwukrotnie pokonana w tej edycji Bułgaria, okazała się od Nich dużo słabsza. W Argentynie udało Jej się jeszcze jakoś przebrnąć przez pierwszą fazę ale zapędy na doskoczenie do medalu, zostały szybko poskromione.

 

 

 

środa, 17 lipca 2013

Nasz druga Kadra, która zajęła wysokie drugie miejsce w rozgrywanej Uniwersjadzie w rosyjskim Kazaniu, pośrednio odpowiada na pytanie co się stało że w tym roku nie awansowaliśmy na Final Six z pierwszym zespołem. Naturalnym podejściem trenera Anastasiego było powołanie w większości tych zawodników co rok temu zdobyli w tej imprezie pierwsze miejsce. Nasz selekcjoner liczył że po upadku w Londynie, drużynę czeka znów tendencja rosnąca. Towarzyskie granie z Serbią, jeszcze nie doprowadziło do pożaru. Nowi zawodnicy wtedy już nieco pograli ale to było zwyczajnie za mało aby odpowiedzieć na pytanie w jakiej formie będą Kurek i reszta i czy już należy uruchomić i wdrożyć plan B. Pojedyncze zwycięstwa nie pozwoliły zaspokoić wygórowanych apetytów naszych kibiców. Do ostatniej chwili (jak to u nas często bywa) wierzyliśmy (łudziliśmy się) że w Warnie nastąpi przepiękne przełamanie się i że średnio milion Polaków od środy do poniedziałku będzie zarywać letnie noce. 

Nie jestem za robieniem rewolucji w naszej Kadrze, za wymianą całej szóstki na nową. Chciałbym jednak widzieć jakiś pomysł, jakąś nową opcję która ustawi obok Winiarskiego jednego, dwóch zawodników z drugiego zespołu. Czy według Anastasiego, ich czas jeszcze nie nadszedł? Czy w ogóle nadejdzie za Jego kadencji? Wydaje mi się że powinniśmy tworzyć nowe możliwości dla nowych, świeżych zawodników. To co w Rosji wykonali podopieczni Radosława Panasa jest fantastyczną sprawą. Dającą nadzieję że kiedyś Ci młodzi zawodnicy będą odpowiednimi zmiennikami z niemałym już doświadczeniem. Przed naszymi szkoleniowcami kawał ciężkiej roboty do wykonania. Rafał Stec w poniedziałkowej Gazecie tak opisał naszą drużynę: "Jednego dnia podziwiamy uwodzicielską w każdym geście boginię elegancji, nazajutrz budzimy się obok rozczochranej zołzy, która szminkę wpycha sobie do nosa". Którą z nich oglądać będziemy we wrześniu ?

sobota, 13 lipca 2013

Nie mam na myśli Ligi Światowej, choć o niej także napiszę. Kilkanaście minut temu nasza druga Reprezentacja uzyskała awans do półfinału Uniwersjady rozgrywanej w Kazaniu. Po jednym z bardziej dramatycznych spotkań Polacy wygrali w tie-break'u z Koreą 3:2 (22:20) w piątym secie! Podopieczni Radosława Panasa przegrywali 0:1 i 1:2 w setach a mimo to udało im się pokonać nadzwyczaj groźny koreański zespół. Z pewnością silniejszy niż chociażby ekipa Brazylii, którą przecież pokonaliśmy na tym turnieju do zera. Cieszy fakt że pomimo wczorajszej porażki pierwszego zespołu, na horyzoncie pokazują się już zmiennicy, którzy z pewnością będą niedługo silnymi zawodnikami w Kadrze Andrei Anastasiego.

Zderzenie z bułgarską lokomotywą skończyło się dla naszej pierwszej Reprezentacji możliwie najszybciej. Chyba od początku tego spotkania sami siatkarze nie wierzyli w końcowy sukces. Przynajmniej tak to wyglądało na boisku. Pierwszy set choć przegrany, dawał jeszcze nadzieję na odwrót w tej potyczce. Dwa następne nie tylko nie okazały się kopią premierowej odsłony ale ukazały błędy których nie dostrzegliśmy wcześniej. Ciężko nam było się zorganizować w wydawałoby się prostych sytuacjach, a kiedy naszemu największemu bombardierowi robiło się ciemno przed oczami od bułgarskiej ściany, ochota do dalszej gry gasła z każdą chwilą i z każdą piłką.

Bułgaria z sezonu na sezon, rośnie w siłę. Trzeba przyznać że z taką grą może nie pogoni Brazylii ale sporo namiesza na górnej półce, na którą wgramoliła się właśnie wykupując wyjazd do Argentyny. Ma się wrażenie że zeszłoroczna rewolucja kadrowa, paradoksalnie wyszła zespołowi na dobre. Szkoda że w Polsce nie można stworzyć zawodnika na miarę Tsvetana Sokołova. Człowieka - maszyny, który wydaje się być naturalnym zastępcą Mateja Kazijskiego i rozwiązaniem na ciężkie chwile, z którymi z pewnością trzeba się będzie zmierzyć w Mar del Placie, podczas turnieju Final Six. Oglądając dzisiejsza grę Grzegorza Boćka w Rosji, widać potencjał, którego nie udało mi się dostrzec np. u Zbigniewa Bartmana. Usilnie trzymam się tezy że Zbyszek był naprawdę dobrym przyjmującym. Jego przemiana w atakującego, tylko chwilami jest warta tej decyzji. A nam potrzeba człowieka urodzonego na tej pozycji.

Polacy, należy jasno to powiedzieć, nie zasłużyli na wyjazd do Ameryki Południowej. W kilku spotkaniach dopisało nam szczęście. Do tego scenariusza w którym byliśmy o jedną piłkę od przegranej (chociażby z USA) musieliśmy dodać coś od siebie. Wygrane poprawiły nam nastroje ale nie wpłynęły na naszą grę. Co tydzień przedłużane nadzieje nie ukazywały poważnych problemów, które znalazły swe ujście w Warnie. Tam nie było przypadku, nie było szczęścia. Bułgaria otworzyła nam oczy prawdziwą rzeczywistość. Należy zmierzyć się z nią i liczyć na to że zdążymy coś zmienić przed Mistrzostwami Europy.

Jutro nasze oczy skierowane będą znów na Kazań. Zaplecze naszej Kadry już dołożyło się do naszej pięknej siatkarskiej historii. A może być jeszcze lepiej.

wtorek, 02 lipca 2013

Po piątkowym zwycięstwie, kiedy na horyzoncie pojawiało się już widmo blamażu, nasi zawodnicy ponownie zapunktowali w niedzielny wieczór. Tym razem trzeba było jeszcze podwyższyć sobie poprzeczkę i tchnąć nadzieję w naszego oponenta. W końcu jedenaście tysięcy widzów nie może przyjść na mecz, na krótkie trzy zero.

Ponownie się narodziliśmy, ponownie wierząc we własne umiejętności. Potrzeba na to było trochę czasu, po drodze pogubiliśmy cenne punkty ale w głowach mamy już większy porządek niż było to po spotkaniach z "Trójkolorowymi". Uspokojona nieco psychika powinna zafunkcjonować teraz w kolejnych przeprawach. Jedno wiemy na pewno: Łatwych przeciwników już nie będzie. Droga do Argentyny też wydaje się ciężka do przebrnięcia ale zwycięstwa, choćby 3:2, będą procentować na najbliższą przyszłość. A ta jest z pewnością bardziej istotna niż obecnie grana "Światówka". Skoro w ubiegłym sezonie zgarneliśmy złoto, a na docelowej imprezie odpadliśmy z kretesem, to w tym roku odwróćmy role. Trudno, Mar del Plata  w którym rozegrany zostanie Final Six, znajdzie się pewnie poza naszym zasięgiem. Jednak w Mistrzostwach Starego Kontynentu w którym od czterech lat znajdujemy dla siebie miejsce na podium, po raz kolejny moglibyśmy obrać cel na którąś z trzech pierwszych cyferek.

Kto śledzi poczynania w Lidze Światowej nie od wczoraj, ten z pewnością zauważył że chyba w tym roku stała się ona najbardziej nie obliczalnym turniejem, w którym w zasadzie nie ma podziału na silnych i słabych. Jej polaryzacja wynika z usilnych dążeń do tego aby pokonywać bardziej utytułowanych od siebie rywali. Wygrana Francji z Brazylią, Kuby z Rosją(!) oraz naprawdę kapitalny dwu mecz Iranu z Włochami, są tego dobitnym przykładem. Przyznaję że moją uwagę bardziej przykuła, rozgrywana w tym samym dniu o tej samej porze co mecz Polski z Argentyną, walka Irańczyków z wicemistrzami Europy. Zresztą taki Iran chcielibyśmy oglądać częściej. Pamiętając o naszej zeszłorocznej potyczce z Nim na Pucharze Świata, w piątek byliśmy świadkami wyśmienicie poukładanej gry z naciskiem na przegląd sytuacyjny i mądrość w rozegraniu. Dodajmy do tego atomowe uderzenia z środka i po końcowym gwizdku radość jak ze zdobycia mistrzostwa świata. Dwa dni później pogoń za Włochami skończyła się porażką ale dopiero w tie-breaku. Można powiedzieć że to pierwsze zwycięstwo, choć pewnie nie będzie miało jakiegoś większego znaczenia dla Irańczyków w końcowej tabeli, to jest swoistym ukoronowaniem kariery ich legendarnego argentyńskiego trenera Julio Velasco. Powiedzenie że stworzył "coś z niczego" doskonale pasuje w Jego sytuacji.

Do Mar del Platy pojadą najlepsi. Tam nie będzie już miejsca na sensacyjne wyniki. Teraz jeszcze przez dwa weekandy możemy spodziewać się wszystkiego.

 

 

Tagi