RSS
wtorek, 21 lipca 2015

Nie przejmuje się faktem że siatkarze skończyli tę edycję "światówki" na czwartym, podobno najgorszym miejscu. Nie prawda, gorsze noty od nas uzyskali chociażby Włosi i Brazylijczycy. Nam zabrakło nie wiele aby znaleźć się na podium, ale raz jeszcze powtórzę - nie to jest problemem. Martwi mnie to że w kluczowym momencie, w którym prowadzimy czterema punktami i mamy dwa do końca seta, nie potrafimy utrzymać się na nogach. Przeciwnik ledwo zipie, a mimo to potrafi oddać jeszcze kilka ciosów. My tymczasem stoimy jak wryci i sądzimy że partia wygra się sama. Nie istotne jest to że w kolejnej odsłonie mogłoby być równie źle i znając życie zamiast 0:3, oddalibyśmy ten mecz zagarniając tylko jednego seta. Teraz decydował on tylko o tym że przegraliśmy walkę o trzecie miejsce w turnieju który nie ma większego znaczenia na przyszłość. Przynajmniej dla nas. W Pucharze Świata, taki set kosztować nas może znacznie więcej.

Mieliśmy świetny początek, graliśmy siatkówkę ciekawą, nierzadko szarpaną ale kiedy trzeba było równaliśmy wszelkie załamania. Odstawiliśmy do domu Iran z drugoligową Rosją. Do Rio jechaliśmy jako faworyt, a ta rola nierzadko nam służy więc ostateczna statystyka nie jest najlepsza. W Rio więcej było przegranych spotkań ale to na przeciwnikach spoczywać teraz będzie presja zwycięzców. Oto Francuzi, którzy wykonali jeden z największych skoków we współczesnej siatkówce i z rozpędu wygrali wszystko. Oto Serbia, która drugie miejsce brała by z pewnością w ciemno i w końcu USA, nadal nienasycone wieloma sukcesami i coraz to bardziej głodne na kolejnych siatkarskich ucztach. A zaraz po nich Polska, nadal mistrz świata ale w Japonii występująca bez krępującej, a jeśli już z nią to trochę wyblakłej etykiety mistrzów. I oto chodzi. Ostudźmy na chwilę emocję. W wyczerpującym biegu po Igrzyska, będą dla nas zbędnym balastem.

13:08, danielsad
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 lipca 2015

Od samego początku gier w tegorocznej Lidze Światowej, do znudzenia powtarzane było że imprezę tą traktujemy szkoleniowo. Nieco przebudowana kadra Antigi, miała się zgrywać pod kątem istotniejszych rozgrywek które czekają nas w tym sezonie. Liczyliśmy się z tym że dobre spotkania przeplatane będą porażkami i w zasadzie nikt nie przypuszczał, że w pewnym momencie wyjazd do Rio stanie się możliwym do zrealizowania zamierzeniem. Fakt iż w najbliższą sobotę nasza drużyna wylatuje do Brazylii, wpływa na zdobywanie tak ważnego doświadczenia. Wspomniał o tym w krótkim pomeczowym wywiadzie Rafał Buszek. W kraju "kanarkowych" poczujemy się jak na pucharze Świata, a grając w pierwszych podejściach z Serbią i Włochami, niczym w mistrzostwach Europy. Kolejni przeciwnicy, kolejne wyzwania.

O Final Six powalczyliśmy zupełnie sami. W naszej grupie nie było gospodarza, dzięki któremu można by zająć np. trzecie miejsce i też awansować. Nie oglądaliśmy się też na innych, nie wspomagaliśmy się czyimś zwycięstwem w walce o końcową lokatę. Do przedostatniego meczu nie wiadomo tak naprawdę było czy cel zostanie osiągnięty. Drużyna grała i wygrywała. Nieliczne porażki w końcowym bilansie, nie wyglądały źle. Wiedzieliśmy że po burzy ponownie wyjdzie słońce.

Skład jakim dysponuje Stephan Antiga, potrzebuje jeszcze szlifowania pod wieloma względami. Czytam u Rafała Steca, m.in. o odkryciach nowych osobowości kadrowych i od razu chciałbym zaznaczyć, nawiązując do kwestii atakujących, że Mariusza Wlazłego zastąpić się nie da. Z całym szacunkiem do Bartka Kurka, który właśnie przechodzi podobną metamorfozę co kilka lat temu Zbigniew Bartman u Anastasiego, a także Kuba Jarosz, który zgodzę się, zdławił Iran w najważniejszym momencie rywalizacji z Polską, to nie są zawodnicy pokroju Mariusza. Drugiego Wlazłego, przynajmniej jak na razie, w kadrze nie widać. Jeszcze raz powtarzam, nie ujmuje nic Kurkowi odkąd powierzono mu grę na bombie, tym samym odejmując mu obowiązek przyjmowania, atak w jego wydaniu nabrał więcej siły i swoistego kunsztu, co zresztą potwierdzają statystyki ze "światówki". To może być człowiek który będzie kończył najważniejsze piłki ale skoczności i braku układu nerwowego Wlazłego, mieć nigdy nie będzie. Wspomniałem też o wiecznie dotychczas nieobecnym, a jeśli już istniejącym, to wciąż rezerwowym Jakubie Jaroszu. Skuteczne uciszenie Iranu, ponownie wyprowadziło go na powierzchnię. Niestety nie na długo. Antiga nie widzi go w piętnastoosobowej kadrze do Rio. Jako drugiego atakującego wybrał na razie Dawida Konarskiego. "Konar" nie raz potwierdzał swoją wysoką dyspozycję. Na chwilę przechwycił go Andrzej Kowal, aby ten pokazał się z dobrej strony na igrzyskach w Baku. Teraz ponownie zameldował się u Stephana. Najbardziej prawdopodobna jest wersja już raz sprawdzona. Kiedyś zmiennik Wlazłego, dziś zmiennik Kurka. Zawsze jednak jako ten drugi. Po odejściu Pawła Zagumnego, szybką lukę na rozegraniu, zapełniać zaczął Fabian Drzyga. Wydawało się że ambitny gracz mistrza Polski jest nie do ruszenia. A jednak. Jakub Łomacz melduje swoisty come back. Co więcej, zmieniając Fabiana w Teheranie, jest od niego lepszy co powoduje lekkie zarysowania, na gładkiej jak do tej pory reprezentacji. Tutaj ponownie rola Antigi, zdaje się być nieoceniona. Wszystko dławi w zarodku, nie pozwalając na większe zawirowania. Jego chłopcy ponownie maszerują równo. O Mateuszu Bieńku powiedziano już całkiem wiele. Kto wie, czy nie jest to scenariusz na dobre kino. Oto 21-letni środkowy, z tułającego się gdzieś na dole Plus Ligi, kieleckiego klubu wyrasta na pierwszego środkowego kadry i przy pomyłce o podawaniu składu do Rio (kiedy Bieńka niema na liście) wszyscy są mówiąc językiem nastolatków - w głębokim szoku. Na polskich skrzydłach sytuacja wydaje się być klarowna. Prym wiedzie nowy kapitan - Michał Kubiak, który dwumecz z Iranem zagrał tak jakby się wspomagał Relanium. Ani razu nie zadrżała mu ręka. Ani przez chwilę nie zatrzymywał wzroku na gotujących się wrednych rywali. Jak już wcześniej pisałem - jak na kapitana przystało. O Mateusza Mikę obawiamy się najbardziej tego czy wysoka forma nagle się nie wyczerpie. Najpierw M.Ś, potem Plus Liga, teraz ponownie kadra. Ile można grać wciąż na niezłym pułapie? Owszem, miewał i gorsze spotkania ale to były w zasadzie wypadki przy pracy. Solidny, podobnie jak Michał w grze na siatce i wciąż zaskakujący niekonwencjonalnymi zagraniami. Na koniec zostawiłem sobie tego który jest takim drugim Michałem Bakiewiczem. To oczywiście Rafał Buszek. Obejrzyjcie sobie powtórki z obojętnie jakich spotkań z jego udziałem. Fantastyczne wyczucie tempa i osiąganie wysokiego pułapu. To on często obijał rywalom nie tyle ręce, co koniuszki palców. Kapitalny w ciężkich momentach no i pytanie czy zawsze tylko rezerwowy? Czas pokaże. Libero to miejsce zarezerwowane dla Pawła Zatorskiego. Obok młodszego kolegi od czasu do czasu pojawiał się kolejny powracający reprezentant Piotr Gacek. Na ta chwilę, chyba za wcześnie aby coś więcej o nim napisać. Liczymy na dobra zmianę w chwilach słabości Pawła.

Apetyty rosną. Odważnie formułujemy tezy, nawet o końcowym zwycięstwie w tej edycji Ligi Światowej. Chyba jednak trochę za szybko. Pokażmy co potrafimy, niech nie zabraknie walki. Z takim nastawieniem świat już nie raz widział nas od najlepszej strony.

 

17:53, danielsad
Link Komentarze (1) »
Tagi