RSS
poniedziałek, 10 lipca 2017
Dwa lata temu w Rio dokonali cudu po raz pierwszy. Pokonać niepokonanych i to na ich arcytrudnym terenie? Niemożliwe. A jednak. Teraz zmieniła się tylko lokalizacja. Kurytyba i stadion piłkarski, który miał być wypełniony każdego wieczoru. Spapugowany nasz pomysł który do końca nie wypalił również ze względu na pogodę. Plus 10 stopni Celsjusza to trochę za mało na grę w siatkę... O statystykach kilka słów; Gdyby Wallace nie dotknął taśmy przy własnym ataku, rzecz spotykana dość rzadko wśród zawodowców, w tie-break'u Brazylia prowadziłaby już 8:4 i ciężko byłoby ją złapać na bliższy kontakt punktowy. A za chwilę akcja roku, Ervin N'Gapeth broni piłkę lub broni się przed piłką i trafia szóstkę w totka. Piłka ląduje dokładnie w narożniku gospodarzy. Fachowcy od piłki kopanej powiedzieliby: "okienko". Tak, to okienko otworzyło Francuzom szanse na więcej. Dało jasny sygnał: "Dacie radę, Brazylia już nigdy nie będzie nie do pokonania" i stało się. Po dwóch latach wróciło stare. Francja zdobyła Ligę Światową. Ilu z nas zadało sobie wówczas pytanie; Ciekawe jakby nasi złoci Juniorzy zagraliby z Trójkolorowymi? Ba, ciekawe jakby zagrali ze starą Kadrą? W końcu musieliśmy się czymś nasycić tego lata po nieudanej "światówce" i przez chwilę wróciliśmy do roku 1997, kiedy nasi ówcześni młodzi gracze sięgnęli po Mistrzostwo globu. Piękna sprawa widzieć to raz jeszcze. Nasze zaplecze kadrowe, nasz narybek w dobrym stylu potrafił podnieść się z kolan w meczu z Canarinhos i po ciężkim boju awansował do finału w którym po prostu zdetronizował przeciwnika w każdym elemencie. Kto oglądał ten wie. Wszystko wyglądało w tym finale tak, jakby już wcześniej było wyreżyserowane. Poszło gładko, lekko i przyjemnie. Skąd my to znamy? Ano znać nie możemy bo nigdy w takim stylu nie ogrywaliśmy rywali i to w finale wielkiej imprezy. Jakub Kochanowski zostaje MVP całego turnieju. Z historią u mnie nie najgorzej ale nie przypominam sobie kiedy któryś z naszych środkowych został wybrany najlepszym graczem na swojej pozycji, o "Most Valuable Player" nie wspominając. Nie mam zamiaru teraz pastwić się nad podopiecznymi de Giorgiego ale Kuba może być tym pierwszym który wprowadzi mocną zagrywkę wśród środkowych. Z archiwum X: Marcin Prus wraz z Jarosławem Stancelewskim, później Daniel Pliński a później długo, długo nic i wreszcie jest Jakub. To niby taki mały szczegół, bo o starszej kadrze moglibyśmy dyskutować godzinami o innych pozycjach ale skupiam się właśnie nad środkiem. No dobrze jest i mocno zagrywający Mateusz Bieniek i choć jest to wciąż tylko i aż agresywny flot to akurat od niego, światełko w tunelu bije coraz mocniejszym światłem. To znów sobie poczekamy na ten mix jogurtowy, na tą mieszankę młodości z rutyną. Młodości niczym nie skrępowanej, nie stresującej się pod okiem nowego szkoleniowca, tylko wciąż prącej do przodu. Rutyny, która oddech na plecach czuje już większy, która wie że teraz to już nie można tylko właściwie trzeba bo inaczej nie wypada... Zdanie, o pełnym przeniesieniu młodej kadry w miejsce starej słyszałem ostatnio nie raz. "Skoro zdobyli mistrzostwo a tamci nic to są lepsi i tyle". Nie tak szybko. Nie od razu Kraków zbudowano. Może dla starszych, ta pokazowa czeska lekcja, będzie pewnego rodzaju iskrą, której do tej pory zwyczajnie brakowało.
21:05, danielsad
Link Dodaj komentarz »
Tagi