RSS
sobota, 30 sierpnia 2014

Lepszej premiery na tych mistrzostwach nie mogliśmy sobie wymarzyć. Po pięknej ceremonii otwarcia, przy rekordowej frekwencji kibiców na Stadionie Narodowym, pokonaliśmy pierwszy test - zwyciężyliśmy Serbię 3:0. Chyba wszyscy, choć trochę obawialiśmy się tego spotkania ale z czasem, po kilku akcjach, emocji typowo siatkarskich było jak na lekarstwo. Serbia okazała się jak na razie mało znaczącym przeciwnikiem. To nie był jej dzień. Nawet czarujący dotychczas Atanasijevic, gasł w cieniu dobrze prezentującej się naszej drużyny. Można powiedzieć że przetarliśmy nie znany dotąd przez nikogo szlak, przy doskonałej oprawie tego spotkania. Teraz już wszystko wróci do normy, czyli znów zagościmy w siatkarskich halach. Podobało mi się to podglądanie naszych zawodników niemalże od początku, od wyjazdu ze swojej bazy hotelowej na mecz. Kamera w autokarze na żywo, wcześniej wiadomość o tym że został on sprawdzony pod okiem pirotechników i saperów i ruszamy w drogę. Eskorta z lądu i powietrza, jadą nasi żołnierze na arcyważny pojedynek. Wyluzowani z muzyką na uszach ale w globalnym skupieniu, odcinając się nieco od oka kamery, jakby chcąc skoncentrować się na bieżącym zadaniu. Pierwszym ważnym kroku. Presja nieco zejdzie teraz z naszych zawodników i o to chodzi. Turniej mamy niezwykle rozbudowany. Trzeba umieć rozłożyć siły na poszczególne spotkania. Również psychiczne.

Rzeka siatkarskich fanów rozlała się po ulicach Warszawy pięknym widokiem wieczorową porą, opuszczając nasz piłkarski a od dzisiaj także siatkarski obiekt. Raul Lozano słowami Pawła Zagumnego w pomeczowym studio wymarzył sobie taką scenerię. Fajnie że nasza ikona wspomniała przy tej okazji twórcę jednego z największych sukcesów naszej męskiej siatkówki. - Jedziemy dalej - skończył Paweł. Jedźcie.

 

 

sobota, 23 sierpnia 2014

Równo tydzień temu zgłodniały od braku spotkań męskiej kadry i wielkiej ciekawości, co też tam nasi będą uskuteczniać, zasiadłem przed TV niczym malec oczekujący na wieczorynkę. Karmiony przez ostatnie tygodnie siatkówką w żeńskim wydaniu, zauważyłem że spotkania rodem z górnej półki potrafią być równie ciekawe, a momentami nawet bardziej niż opcja męska. Przyszedł jednak czas na obejrzenie tego w jakim stanie znajduje się obecnie nasze najważniejsze sportowe dziecko. To które przez ostatnie tygodnie przerzuciło kilka ton stali, a wraz z nią wylało z siebie wiele litrów potu. Ten turniej nie mógł się tak po prostu tylko odbyć. Już na początku poczęstowani zostaliśmy wiadomością której absolutnie nikt się nie spodziewał. Przez to też dalsza impreza została nieco zepchnięta na dalszy plan. Bartosz Kurek wypadł ze składu na M.Ś. Oficjalnie jak wiemy w statystykach odstawał od reszty i to właśnie ten fakt był powodem odesłania go do domu. Jak się później okazało konflikt na linii Antiga - Kurek, narastał z każdym dniem i w końcu francuski szkoleniowiec nie mógł pozwolić sobie na dalsze wypasanie czarnej owcy na własnym polu. Niektórzy wręcz twierdzą że szkoleniowiec powinien schować swe animozje na czas turnieju, odpuścić Bartkowi i byłoby po sprawie. W kadrze na ten temat grzmiało podobno od dawna. Sami zawodnicy przyznają że nie było poważnej rozmowy między trenerem a zawodnikiem, a cała telenowela zakończyła się ostrą wymianą zdań i wyjazdem Kurka z Krakowa po meczu z Bułgarią. Sytuację w dość dokładny sposób opisał na swoim blogu Jarosław Bińczyk. Bez względu na wynik w M.Ś, uważam że Antiga dobrze zrobił wyrzucając Kurka z kadry. Tym samym nie tylko zamknął usta wszystkim tym, którzy posądzali go o kolesiostwo z kumplami z byłego klubu, ale przede wszystkim dał jasny sygnał że u niego w zespole nie ma miejsca na "święte krowy". Przypuszczam też że Bartek do czasu wyautowania, tak też się w tej drużynie czuł. Był pewny swego miejsca i swojej nietykalnej pozycji. W końcu nie wyrzuci go przecież z kadry niedawny "koleś". A jednak Monte się rozlało. Nie chcę brnąć dalej w tą rozgrywkę między byłymi kumplami. Wydaje mi się że Kurek solista, czy Kurek gracz zespołowy, chwały by kadrze nie przyniósł. Nie w tej zaognionej sytuacji, dodając na obronę Antigi że "z niewolnika niema pracownika". Dziwi mnie nie tyle fakt usunięcia Kurka, co pozbawienie się zawodnika na pozycji skrzydłowego. Czy pozostali podołają poważnej misji i czy naprawdę potrzebujemy w drużynie aż czterech środkowych z Możdżonkiem na czele? To już jest oczywiście wizja samych trenerów i to oni układają grę. Nie chciałbym jednak aby okazało się że w trudnych okolicznościach na mundialu, zabraknie nam nagle siły ognia ze skrzydeł.

Tagi