RSS
środa, 23 września 2015

Na krótko przed rozpoczęciem czwartej partii z Włochami, Fabian Drzyzga zebrał na środku swoich kolegów. - Panowie, jeden set! - dało się zauważyć po minie i gestach naszego rozgrywającego. Mateusz Mika ze spokojnym uśmiechem wymienił spojrzenie z Pawłem Zatorskim. Jego twarz mówiła wszystko. - No jasne, w końcu to może być ostatnia odsłona tego meczu, więc trudno żebyśmy nie ugrali tego co udało nam się wywalczyć jeszcze kilkadziesiąt minut temu. Ten najczarniejszy scenariusz, który absolutnie nie był brany pod uwagę, jednak się sprawdził.

Szliśmy jak burza. Byliśmy najdłużej niepokonanym zespołem. Wydawało się że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tak było do dzisiejszego poranka. Tokijski dramat polega też na tym że na tą ostateczną rozgrywkę, nie mieliśmy przygotowanego tzw. planu B. Stephan Antiga założył że coś co funkcjonowało w poprzednich szlagierach, będzie się sprawdzać do samego końca. Niestety. Włosi z importowanym kubańczykiem Juantoreną i wiele lat temu naturalizowanym Ivanem Zaytsevem załatwili sprawę po swojemu. Nie byliśmy w stanie przeciwstawić się im na więcej niż jedną odsłonę. Widmo porażki po dwóch tygodniach wyniszczającej imprezy stało się faktem. Kto dziś wspominać będzie zwycięskie boje z Rosją, Iranem czy USA? W obliczu tego co się stało, poszczególne potyczki tracą na znaczeniu. Dziesięć wygranych, nierzadko wyszarpanych zwycięstw nie pozwoliło cieszyć się z awansu. Na dodatek zanotowaliśmy tylko jedną porażkę w całym turnieju. Podwójnie boli fakt że ci, którzy się zakwalifikowali, mieli identyczny bilans zwycięstw i porażek. Tak więc już po wczorajszej batalii z Japonią wiadomo było że dwie partie z Włochami dadzą bilet do Rio. To chyba najgorsze, trzecie miejsce zdobyte przez reprezentację siatkarzy. Podium które wnosi więcej złego niż cokolwiek pozytywnego z tej japońskiej wycieczki. Morderczy wyścig po Igrzyska, który miał być zwieńczony pewnym sukcesem, okazał się w zasadzie nic nie dającą harówką. Do berlińskich kwalifikacji pozostało jeszcze trochę czasu. Już dziś wiemy że październikowe mistrzostwa Europy będą w zasadzie imprezą drugiej rangi. Właściwa gra o najważniejszy cel, w styczniu przyszłego roku.

19:28, danielsad
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 września 2015

Dla nas ta japońska wycieczka do kresu wytrzymałości ludzkiego organizmu, mogłaby się już zakończyć. Mamy co chcemy. Niestety, mam wrażenie że najgorsze dopiero przed nami. Wszyscy naokoło trąbią że USA i Włosi zweryfikują teraz czy nasi siatkarze faktycznie doskoczą do zdobycia po raz pierwszy Pucharu Świata. Mylne to spostrzeżenia. Widzimy tylko kosmiczne boje z Rosją i Iranem, zapominając o tym że jedna piłka dzieliła nas od straty dwóch setów z Wenezuelą. Sądzę że w kolejnych fazach tego turnieju nie będzie już słabych przeciwników. Nie można przejść spacerkiem obok spotkania z Egiptem, Kanadą czy nieszczęśliwą zwłaszcza dla nas Australią. Wspomniane trzy zespoły z pewnością nie zapewnią sobie miejsca choćby w pierwszej piątce i właśnie dlatego mogą być bardzo niebezpieczni dla powoli wdrapujących się na szczyt Polaków. Nie wspomnę o spotkaniu z gospodarzami całej imprezy. Oni będą grać na całkowitym luzie, nie mając nic do stracenia, my musimy uważać na każdego seta. Każda akcja, przy równym stosunku punktów może kosztować i ważyć bardzo wiele. Na osłodę wiemy że w podobnej sytuacji będą nasi główni przeciwnicy. Im też ci słabsi mogą urwać seta lub dwa a kto wie, w skrajnych przypadkach może nawet cały mecz. Na szczęście biało-czerwoni grają jak do tej pory niemal idealnie. Skoro pokonaliśmy siatkarskich wielkoludów z Rosji i to po przegranym w katastrofalnych okolicznościach pierwszym secie, upokorzyliśmy irańskich wojowników, wyciągając mecz ze stanu 0:2 do 3:2, to chciałbym abyśmy dalej kontynuowali tą dobrą passę. Nie patrzmy na przeciwnika, nie sugerujmy się słabym poziomem sędziów, którzy czasami chcą siłą wprawiać nas w stan zagotowania. Patrzmy na siebie. Jednym z lepiej funkcjonujących elementów w japońskim turnieju jest system "Challenge". Dzięki niemu zamiast przegrywać ze Sborną 0:2, wyrównaliśmy stan meczu. Podoba mi się jego mądre wykorzystanie przez trenera Antigę i naszych chłopaków. Jesteśmy na dobrej drodze do szczęśliwego finału. Oby nie zabrakło nam sił i szczęścia w decydujących spotkaniach.

12:33, danielsad
Link Komentarze (2) »
Tagi