RSS
czwartek, 22 października 2015

Gra polskiej reprezentacji siatkarzy w każdej z trzech imprez tego roku, przypominała mi trochę trzy różne gale bokserskie. W każdej z nich nasze "walczaki" prowadzili znacznie na punkty, aby pod koniec zostać znokautowanym. Na ten temat powiedziano już bardzo wiele, włącznie ze zwolnieniem naszej francuskiej dwójki za uciułany całoroczny urobek. No tak, polskie piekiełko... Gdy naszym sportowcom dobrze idzie, przenosimy z nimi góry, kiedy jednak pasma zwycięstw nie kończą się ostatecznym sukcesem, chcemy wszystko burzyć, niszczyć i najlepiej zaczynać od nowa, z nowymi ludźmi którzy przecież na pewno znajdą receptę na wszelkie bolączki.

Moim zdaniem siatkarze zagrali jeden z lepszych sezonów i choć żaden z zakładanych celów nie został zdobyty, musimy nadal wierzyć w tą ciekawie grającą grupę chłopaków. Wiem że sam pisałem po japońskim pucharze świata o tym że w zasadzie zostali po nim z niczym. Jednak po słoweńskiej lekcji zmieniłem zdanie. Przez całą fazę grupową mistrzostw europy, ponownie pokazali że są twardymi facetami i nie oglądają się na to co było. Pamiętajmy że od awansu do półfinału dzieliła nas jedna dobrze zagrana akcja. Rozpisywalibyśmy się wtedy że zatrzymaliśmy Słoweńców w najmniej oczekiwanym dla nich momencie, a nam znów dopisało szczęście. No cóż, tym razem nie dopisało a nasi oponenci zostali drugą drużyną na kontynencie pokonując faworyzowanych Włochów. Gdybyśmy wtedy pokonali Słowenię, Italia rozbiłaby nas w trzech setach. Mówiąc wprost - z meczu na mecz traciliśmy siły których zwyczajnie brakło na "czwórkę". Przegraliśmy kondycyjnie, a nie poprzez brak umiejętności. Spróbujmy przez chwilę odwrócić role i znaleźć się w skórze biało-czerwonych. Jak teraz znaleźć dalszy sens gry i bić się o igrzyska w dużo mniej korzystnych warunkach ? Łatwo powiedzieć że należy pamiętać tylko o zwycięskich bojach, które jeszcze "wczoraj" nic nie znaczyły. Teraz znaczyć będą bardzo wiele.

Mówiąc o dobrym sezonie, miałem na myśli konsekwentną grę naszej drużyny. Patrzymy na końcówki turniejów a nikt nie bierze pod uwagę tego co działo się w środku. Ciężkie przeprawy, w wielu mętnych momentach i podczas niepewnego wyniku który nierzadko otwieraliśmy od stanu w setach 0:1. Goniliśmy i ta pogoń w dużej mierze się udawała. Kilka punktów przewagi dla nas nie było wystarczającą mobilizacją do dalszej gry. Musieliśmy przegrywać, być w tyle aby narzucić sobie jeszcze trudniejsze warunki w danej konfrontacji. To budowało w nas przekonanie że tak już będzie do końca, że prędzej czy później i tak dopadniemy rywala. W końcu jesteśmy mega mocni psychicznie. Liczę na to że ta dobra praca głową będzie naszą tajną bronią podczas przeprawy w Berlinie i tym razem finałowa rozgrywka skończy się z happy-endem. Zbliżająca się Plus Liga ma być swoistym przecinkiem dla kadrowiczów, którym przecież będziemy się bacznie przyglądać. Czy w nieco ponad dwa miesiące nasza kadra narodzi się na nowo ? Kto wie, może Stephan z Philipem odnajdą nowych Bieńków na styczniowe starcia.

20:05, danielsad
Link Dodaj komentarz »
Tagi