RSS
czwartek, 24 stycznia 2013

Jeszcze wczoraj mieliśmy niepowtarzalną okazję na bratobójczy pojedynek dwóch polskich drużyn w walce o awans do decydującej fazy Ligi Mistrzów. Dziś nadal liczymy na sukces, Zaksy, która jako jedyna przebrnęła przez kwalifikacyjne sito pierwszej rundy rozgrywek playoff. Uważam jednak, że tak grający, Arkas Izmir jak wczoraj w łódzkiej Atlas Arenie, może w znacznym stopniu zweryfikować te nadzieje. Turcy dokonali niemożliwego. Jako jedyni wśród dwunastu zespołów Champions League ulegając w pierwszym meczu u siebie i skazywani na szybką porażkę w tej rywalizacji, nie poddali się i w rewanżu dowiedli że pierwsze starcie o niczym nie decyduje. W pozostałych parach każda z drużyn która przegrała pierwsze starcie, została pokonana także w drugim. Trzeba przyznać że gra Arkasu była perfekcyjnie przygotowana i właściwie przez całe spotkanie widać było że jest zespołem dużo lepszym. Swoje zwycięstwo Turcy zawdzięczają kolumbijskiej gwieździe Libermanowi Agamezowi. Choć bazuje tylko na grze w Arkasie, to z pewnością wielu reprezentacyjnych trenerów widziałoby Go u siebie w Kadrze. Atakujący, który nieprawdopodobnie trudne piłki do zbicia, potrafi zamieniać w cenne punkty, także w obronie kiedy trzeba wyciąga się jak długi. Co często jest problemem zawodników na tej pozycji Agamez potrafi wykonać siatkarskiego pada. Przy jego warunkach fizycznych (wzrost 207 cm) taka kontrola nad balansem ciała jest z pewnością sporą zaletą. Jeśli trafi na swój dzień to w konfrontacji z Rouzierem czy Witczakiem z Zaksy, będzie postacią dominującą.

Marcin Lew zastanawia się na swoim blogu czy w PGE Skrze może być jeszcze gorzej. Bełchatów zaś moim zdaniem, kończy pewien etap w swojej historii, dobitnie pokazując że ruchy transferowe zostały w tym sezonie przeprowadzone fatalnie. Nie można bazować na tej samej kadrze, w dodatku mocno uszczuplonej o jej główne filary. Niepewne ruchy z rozgrywającym Dejanem Vinciciem, odejście obrażonego Yosleidera Cali, to wszystko tworzy sporą chropowatość, jeśli nie poważne pęknięcia, na gładkiej do tej pory drużynie z Bełchatowa. Brakuje nowego oddechu na skrzydłach które obciążone i nie posiadające odpowiednich zmienników nie mają świeżości i łapią kontuzje. Nowy transfer w postaci Dante Boninfante poprawił nieco nastroje pod siatką. Tyle tylko że Włoch jest rozgrywającym, a nie tym który ma kończyć akcje. Takich w Skrze zdecydowanie brakuje. Sadziłem że zwycięstwo w Izmirze po kilku porażkach w Plus Lidze, nieco przetrze zabrudzoną twarz hegemona z Bełchatowa. Myliłem się. Mamy tendencję spadkową. Uważam jednak że w tym klubie jest jeszcze trochę czasu na odbudowę i określenie nowych celów. Do dna pozostaje niewiele, czas na wyjście w górę. Z pewnością w Bełchatowie są odpowiednie „mózgi” które biorą za przygotowanie takiej a nie innej strategii naprawdę spore pieniądze. Oby ta porażka sprawiła, że nauką na przyszłość będzie wyciągnięcie odpowiednich wniosków, a nie kolejne niepewne ruchy.



poniedziałek, 21 stycznia 2013

Już jutro w Moskwie dojdzie do rewanżowego spotkania w siatkarskiej Lidze Mistrzów pomiędzy Recycling Volleys Berlin i Zenitem Kazań – obrońcą trofeum.

Właściwie gdyby nie pierwsze sensacyjnie zakończone spotkanie w którym o mały włos gigant ze wschodu nie poniósłby porażki, nie byłoby o czym pisać. Ostatecznie Kazań wygrał 3:2 ale gracze z Niemiec dzielnie stawiali czoła do samego końca spotkania. Mieli nawet piłkę meczową! Cóż, jutro może być znów bardzo ciekawie albo zupełnie nudno.

Rosyjski prowadzący Wladimir Alekno stwierdził że w Berlinie jego drużyna zagrała bardzo trudne spotkanie. Podkreślał iż mimo zwycięstwa jego podopieczni nie mieli sił i ochoty na to żeby w ogóle skakać w tej potyczce, a jedynymi zawodnikami godnymi pochwalenia jest dwójka przyjmujących Amerykanin Matthew Anderson i Eugeniy Sivozhelez. Reszta zagrała przeciętnie.

Nie uważam że minimalna wygrana w pierwszym meczu mocno potrząsnęła rosyjskim kolosem. Wręcz przeciwnie, sądzę że takie ciężko ugrane zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej i u siebie Rosjanie mogą rozstrzygnąć wynik rywalizacji w trzech partiach. Czy tak się stanie ?

Zdaje sobie sprawę z faktu że rozgrywki krajowe rządzą się kompletne innymi prawami niż gra w pucharach ale o jednej rzeczy nie sposób nie wspomnieć. Drużyna niemiecka nie przegrała w swojej lidze od 15 spotkań! W ostatnią sobotę zwyciężyła do zera VC Dresden i jest na najlepszej drodze do obrony mistrzowskiego tytułu. Zenitowi Kazań siedzi na ogonie Lokomotiv Nowosybirsk – gospodarz tegorocznej Final Four i jeden z pretendentów do odebrania korony w Rosji.

Niemcy jeśli chcą wygrać i liczyć na szczęście w złotym secie, muszą zagrać od pierwszych piłek, z pełnym zaangażowaniem i przeglądem sytuacji. Jeden z błędów może przeistoczyć się w lawinę potknięć, a podrażniony rosyjski niedźwiedź nie będzie się długo zastanawiał nad dobiciem rywala.

21:27, danielsad
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 stycznia 2013

Choć od tego spotkania minęło już trochę czasu to siatkarski klasyk o Puchar Italii, jakim niewątpliwie była rywalizacja dwóch najsilniejszych drużyn w Europie, zadowoliłby z pewnością niejednego kibica tej dyscypliny sportu. W decydującym starciu spotkały się dwie pierwsze siły włoskiej Serie A1. Itas Diatec Trentino kontra Cucine Lube Banca Marce Macerata to jak pojedynek Realu Madryt z Barceloną, używając terminologii piłkarskiej. Zespoły te nie rzadko grając przeciwko sobie, musiały udowadniać swoją wyższość dopiero w piątej partii. Tak było w spotkaniu decydującym o Mistrzostwie Włoch w sezonie 2011/2012 (3:2 dla Maceraty, choć drużyna Alberto Giulianiego przegrywała już przecież 0:2!) W bitwie o puchar, skończyło się już niestety na czterech setach. Dlaczego niestety? Otóż takie pojedynki chciałoby się oglądać częściej i najlepiej aby trwały możliwie długo. Nie ujmując naszej krajowej Plus Lidze, gra włoskich zespołów to dla mnie inny magiczny, świat siatkówki. Sama obserwacja lotu piłki, fakt z jaką lekkością a jednocześnie dynamiką jest przyjmowana i rozgrywana jest widowiskiem najwyższej klasy. Potężne zbicia, z wysokich pułapów i miękkie odbiory są kwintesencją całego siatkarskiego rzemiosła. Czasami ma się wrażenie że u wielu zawodników Serie A1, umysły poruszają się szybciej niż piłka. Niżsi gracze nierzadko mają tą przewagę nad swoimi kolegami iż posiadają kapitalny, panoramiczny przegląd sytuacji – zwłaszcza rozgrywający, umieją doskonale dyrygować drużyną. Także pojedynki włoskich klubów zarówno na tle europejskich pucharów jak i całego globu wyglądają niezwykle ciekawie. Trentino od lat uczestniczy w ścisłym Final Four Champions League, a w klubowym pucharze świata niema sobie równych. W ostatni wtorek wicemistrzowie Włoch musieli jednak uznać wyższość zimnych Rosjan w pierwszym meczu Playoff Ligi Mistrzów. Przegrali nieznacznie 2:3, wyciągając wynik z 0:2 z drużyną Bartka Kurka. W rewanżowym spotkaniu to może być hitowy pojedynek w tej parze. Pozostałe dwa włoskie kluby, grając w meczach wyjazdowych odniosły zwycięstwa do zera.

19:23, danielsad
Link Dodaj komentarz »
1 ... 31 , 32 , 33 , 34
 
Tagi